Rok po wykryciu pierwszego zakażenia koronawirusem w Polsce jesteśmy bliżej czy dalej końca pandemii?

Z definicji wynika, że koniec jest wtedy, kiedy sytuacja wróci do tej poprzedzającej pandemię. Ponieważ koronawirusa już mamy, to raczej nigdy końca nie będzie, chyba że formalnie ktoś ogłosi koniec.

Co musiałoby się stać, byśmy byli bliżej powrotu do normalności?

Sytuacja musiałaby być pod pełną kontrolą, czyli z dającą się utrzymać liczbą przypadków. To mniej więcej jeden przypadek (lub mniej) na powiat, czyli ok. 300 przypadków w skraju kraju w jeden dzień. Daleko nam do tego. Żeby osiągnąć taką sytuację, to musiałaby być pełna odpowiedzialność społeczeństwa, wszyscy musieliby się stosować do określonych reguł. Jeszcze dobrze by było, żeby 80 procent się zaszczepiło. I wtedy jest to możliwe.

Kiedy dojdziemy do wyszczepienia 80 proc. społeczeństwa?

Przy tym tempie – za trzy lata. Chyba że znajdziemy szczepionki w odpowiedniej ilości.

Czy w związku z ich niedoborem do użytku w Polsce powinny być wprowadzone preparaty z Chin i Rosji?

Pytanie, który z nich. Chiny mają w tej chwili co najmniej trzy wiodące szczepionki – wszystkie o charakterze inaktywowanym. Najbardziej zaawansowane są dwie – firm Sinopharm i Sinovac. Mają one akceptację w niektórych krajach, głównie Trzeciego Świata, w Brazylii czy państwach arabskich. Nie mają akceptacji ani w Unii Europejskiej, ani w USA. Szczepionki muszą spełnić wszystkie wymagania, zarówno technologiczne, jak i dotyczące właściwości. Dopóki nie ma tej akceptacji, to można dopuszczać wyłącznie na poziomie krajów, ale muszą być wtedy w pełni przeanalizowane.

Viktor Orbán zaszczepił się szczepionką Sinopharm.

Autopromocja
Wyjątkowa okazja

Roczny dostęp do treści rp.pl za pół ceny

KUP TERAZ

To klasyczna szczepionka z inaktywowanym wirusem, oparta o białka. Pełny wirus, zabity, z adiuwantem, w którym jest związek glinu, czyli tak jak 90 proc. normalnych szczepionek.

Można byłoby ją wprowadzić w Polsce?

Jeśli uzyska aprobatę stosownych polskich organów – każda szczepionka może być wprowadzona.

Czy dobrze, że szczepieni są teraz nauczyciele i wykładowcy, prowadzący zajęcia zdalnie? Do zajęć stacjonarnych wrócą najwcześniej we wrześniu.

Założenie było takie, że należy zaszczepić nauczycieli, ponieważ będą mieli kontakt z grupą, która nie jest szczepiona. Chodzi o osoby w wieku do 18 lat, które nie będą szczepione, ponieważ badania prowadzone są na ochotnikach, a nikt poniżej 18. roku życia nie ma uprawnień do zgłoszenia się jako ochotnik.

Jak się szczegółowo rozpatruje te grupy, to są to nauczyciele szkół podstawowych, którzy będą mieli normalny kontakt z uczniami, oraz tacy, którzy mają trochę normalnego kontaktu, trochę zdalnego, i tu mieszczą się również nauczyciele akademiccy. Pytanie, czy w tych warunkach niedoboru szczepionki to oni powinni być wybrani?

A dlaczego mamy teraz wzrost liczby zakażeń?

To jest połączone ze spadkiem liczby osób używających prawidłowo barier fizycznych i wzrostem ruchliwości społecznej. Pierwszy taki wzrost był mniej więcej tydzień–półtora po otwarciu centrów handlowych i galerii. Ten drugi, który mamy teraz, akurat dobrze się łączy czasowo z otwarciem Zakopanego i sopockiego molo.

Poluzowanie rygorów było błędem?

Nie. Samo poluzowanie nigdy nie jest błędem. Błędem może być reakcja ludzi na poluzowanie. Część społeczeństwa zachowała się jak nagle spuszczona z łańcucha – musi być pierwsza wszędzie i uważa, że reguły nie obowiązują. Z tego korzysta martwa cząsteczka wirusa, ponieważ szerzy się między ludźmi.

Jak długo potrwa wzrost?

To też zależy od ludzi.

 

współpraca Jakub Mikulski