Zgodnie z obowiązującym prawem Polacy mogą leczyć się „na NFZ” w innym kraju członkowskim Unii Europejskiej lub należącym do Europejskiego Obszaru Gospodarczego. Pozwalają na to przepisy implementujące dyrektywę transgraniczną oraz rozporządzenie dotyczące koordynacji systemów zabezpieczenia społecznego. W pierwszym przypadku pacjentowi przysługuje zwrot kosztów za świadczenie gwarantowane w rodzimym systemie; w drugim – potrzebna jest decyzja prezesa NFZ kierująca na leczenie planowane lub badania diagnostyczne za granicą. Jak to działa w praktyce?

Operacja zaćmy w Czechach szybsza i bardziej dostępna 

Z danych Narodowego Funduszu Zdrowia pozyskanych przez „Rzeczpospolitą” wynika, że w 2025 r. Fundusz rozpatrzył pozytywnie 14,3 tys. wniosków o zwrot kosztów świadczeń planowych (decyzje w oparciu o dyrektywę transgraniczną). Z tych rozwiązań łącznie skorzystało 9 tys. pacjentów, a wypłacona kwota za ich leczenie w innym kraju UE lub EOG to 46 mln zł (o ok. 5,5 mln zł więcej niż w 2024 r.).

Wśród świadczeń wykonywanych przez Polaków w innych krajach UE dominują zabiegi usuwania zaćmy, świadczenia mu towarzyszące oraz opieka stomatologiczna. Tych pierwszych w ubiegłym roku pacjenci zrealizowali za granicą 11,3 tys. (rok temu było to ok. 11 tys.), za które NFZ zwrócił im łącznie 32,4 mln zł. 

Foto: rp.pl/Weronika Porębska

Jak wygląda rozliczenie takiego świadczenia? Fundusz płaci za zabieg zrealizowany w innym kraju według polskich stawek, czyli przeważnie zgodnie z wyceną świadczeń opieki zdrowotnej stosowaną podczas rozliczania z polskimi świadczeniodawcami, a zwrócona kwota nie może przekroczyć kosztów leczenia faktycznie poniesionych przez pacjenta. W praktyce wygląda to tak, że zagraniczna lecznica wystawia fakturę za zabieg, pacjent płaci z własnej kieszeni, a następnie NFZ oddaje mu pieniądze. W Czechach, głównym kierunku turystyki zdrowotnej Polaków, zabieg usunięcia zaćmy jest gorzej wyceniany niż w Polsce, co oznacza, że tamtejsze kliniki na polskich pacjentach mogą dobrze zarobić.

Dlaczego Polacy decydują się na zabieg za Olzą? Zwłaszcza, że dostępność do tego świadczenia w Polsce wzrosła po tym, jak w 2019 r. zniesiono limity w operowaniu zaćmy. – Mam wrażenie, że za wyjazdami pacjentów do Czech nie stoi żadna tajemnica, lecz trzy konkretne powody: krótszy czas oczekiwania, możliwość dopłaty do lepszej soczewki oraz wygodna logistyka, czyli transport pod dom i z powrotem – mówi „Rzeczpospolitej” prof. Edward Wylęgała, kierownik Katedry i Oddziału Klinicznego Okulistyki w Okręgowym Szpitalu Kolejowym w Katowicach (obecnie  przekształca się w Europejskie Centrum Okulistyki), konsultant wojewódzki w dziedzinie okulistyki.

– Nie wynika to z tego, że materiały, z których zbudowane są soczewki są tam lepsze niż u nas – bo nie są. Oglądam oczy pacjentów z naszego regionu operowane po tamtej stronie, gdy wracają do nas na dalsze leczenie i widzę, że sam zabieg nie jest wykonany ani inaczej, ani lepiej niż w Polsce – przekonuje okulista.

Za Olzą pacjenci mają większy wybór i możliwość dopłaty do soczewek

W sieci z łatwością można znaleźć kliniki zlokalizowane w Czechach, które oferują po polsku zabiegi „na NFZ”, realizowane przez polskich lekarzy. Dobremu marketingowi towarzyszy też inny magnes. – Tym, czego pacjentowi w Polsce realnie się nie oferuje, jest wybór – mówi prof. Wylęgała. Jak podkreśla, w Czechach pacjent może dopłacić do soczewki ponadstandardowej wieloogniskowej, a w polskim systemie takiej możliwości w praktyce nie ma.

– Mamy w Polsce świetny poziom chirurgii zaćmy i bardzo dobre implanty. Jedno, co musimy zrobić, to jeszcze bardziej usprawnić ścieżkę pacjenta. Jeżeli pacjent czeka na kwalifikację miesiąc, to dla niego już za długo, bo klinika za granicą umówi go w ciągu kilku dni. I tu właśnie toczy się walka o szczegóły – uważa konsultant wojewódzki.

Potwierdzają to relacje pacjentów. Pani Marta, emerytowana nauczycielka mieszkająca pod Warszawą, zdecydowała się na operację zaćmy w Czechach nie tyle z powodu kolejki i długiego oczekiwania na zabieg, ale ponieważ zagraniczna klinika zaoferowała jej bardziej kompleksowe rozwiązanie. – Od zawsze byłam krótkowidzem z astygmatyzmem, potem zdiagnozowano u mnie zaćmę. Poszłam w Polsce do lekarza, ale usłyszałam, że przysługuje mi tylko zabieg usunięcia zaćmy i krótkowzroczności, ale nie astygmatyzmu. Tłumaczono, że dysponują tylko takimi soczewkami. Chciałam dopłacić do lepszej, ale nie było to możliwe. Czyli dalej musiałabym nosić okulary – opowiada. Zdecydowała się więc na zabieg w Czechach, gdzie została dowieziona przez jedną z prywatnych klinik okulistycznych, a zabieg wykonany był kompleksowo. – Pewnie, że wolałabym mieć ten zabieg w kraju. Warszawa jest daleko od granicy z Czechami, a powrót po zabiegu był bardzo męczący i uciążliwy. Szkoda, że nie można było tego zabiegu zrobić w Polsce – dodaje. 

Prof. Wylęgała przytacza liczby, z których wynika, że w ubiegłym roku za granicą wykonano 5,5 tys. zabiegów usuwania zaćmy pacjentom ze Śląska. To mniej więcej tyle, ile w ciągu roku przeprowadzają trzy dobrze działające oddziały okulistyczne. – Naprawdę nad tym boleję, bo te zabiegi moglibyśmy spokojnie wykonać u siebie. Sądzę, że Fundusz również widzi, że pieniądze wyciekają w ten sposób i staramy się wspólnie rozwiązać tę sytuację – mówi profesor.

Jego zdaniem, problem leży też po stronie finansowania placówek w kraju. Polskie oddziały rozliczają się z NFZ kwartalnie, a na zapłatę za wykonane zabiegi czekają po kilka miesięcy. – Od 2026 r. jest pod tym względem trudniej, bo za nadwykonania placówki nie dostają już pełnej zapłaty. To utrudnia planowanie i zwiększanie liczby operacji, a powinno być dokładnie odwrotnie – wskazuje lekarz. – Najbardziej martwi mnie kierunek zmian. W skali kraju wykonujemy ponad 300 tys. operacji zaćmy rocznie. Jeżeli ograniczymy ich liczbę, część pacjentów znów ruszy do Czech, czyli osiągniemy efekt odwrotny do zamierzonego. Dlatego zamiast limitować, powinniśmy skracać kolejki i upłynniać ścieżkę pacjenta w kraju – podsumowuje.

Turystyka stomatologiczna

Druga kategoria świadczeń, której najczęściej dotyczy zwrot kosztów leczenia to opieka stomatologiczna. W zeszłym roku NFZ zwrócił pacjentom 7 mln zł za 21,4 tys. świadczeń wykazanych w 633 wnioskach. To wzrost względem 2024 r., kiedy w 519 wnioskach wykazano 19,2 tys. świadczeń za 4,5 mln zł.

Jak słyszymy w NFZ, w tej grupie świadczeń chodzi przede wszystkim o leczenie stomatologiczne osób z niepełnosprawnościami przeprowadzane w narkozie. Obecnie finansuje je NFZ, ale w Polsce nie ma zbyt wielu chętnych lecznic, które by się tym chciały zajmować. W Czechach natomiast kliniki po takie rozwiązania sięgają chętniej. Do wyspecjalizowanej w stomatologii osób niepełnosprawnych kliniki w Ostrawie jeżdżą polscy pacjenci m.in. z DPS-ów i domów samopomocy. W mediach społecznościowych (prowadzonych w języku polskim) można znaleźć fotorelacje z takich wizyt i pozytywne rekomendacje. Ukłonem w kierunku pacjentów jest m.in. to, że w klinice pracują Polacy – m.in. lekarz dentysta i anestezjolog. 

Czytaj więcej

Kosztowne leczenie niepracujących uchodźców z Ukrainy. Chodzi o ponad 700 mln zł

Do dentysty Polacy już wcześniej jeździli za Olzę. – Pamiętam, że jakiś czas temu było pewne zamieszanie. NFZ zgłosił się do nas z prośbą o pomoc, ponieważ istniała jakaś praktyka w Czechach, do której z województwa świętokrzyskiego organizowane były „wycieczki” przez jeden gabinet mający podpisaną umowę z NFZ-em. Na początku stycznia przychodziły faktury na kwotę wyższą niż by to było, gdyby pacjent leczył się w Polsce – opowiada wiceprezes Naczelnej Rady Lekarskiej oraz przewodniczący Komisji Stomatologicznej NRL Paweł Barucha.

Za zgodą prezesa najchętniej do Niemiec

Druga ze ścieżek leczenia planowanego za granicą – na podstawie decyzji prezesa NFZ – kosztowała w ubiegłym roku 6,8 mln zł. To jednak wyjątkowe przypadki, w których pacjent musi uzasadnić, że w Polsce brakuje konkretnego leczenia lub czas oczekiwania na nie jest zbyt długi z perspektywy jego potrzeb zdrowotnych. W zeszłym roku szef Funduszu wyraził zgodę na taki wyjazd do innego kraju UE w 51 decyzjach na rzecz 49 pacjentów. 

Na tej podstawie polscy pacjenci byli kierowani na leczenie lub diagnostykę przede wszystkim do Niemiec (35 osób) i Francji (8 osób). Najwięcej decyzji pozytywnych dotyczyło genetyki klinicznej (15), ortopedii i traumatologii narządu ruchu (8) i chirurgii dziecięcej (5). Chorzy korzystali też z leczenia z obszaru chirurgii onkologicznej, neurochirurgii, radiologii i diagnostyki obrazowej czy radioterapii onkologicznej. 

Jeżeli na takie leczenie wyrazi zgodę prezes NFZ, do zwrotu zagranicznej placówce jest pełna kwota za zrealizowane świadczenia.