- Mam bardzo dobry zespół, ale dochodzimy do skrajnego wyczerpania fizycznego i psychicznego. Są osoby, które pracują 400-450 godzin w miesiącu - mówił dr Cudnik. - A wydaje się, że wszystko co najgorsze przed nami, najgorsze będą daw najbliższe tygodnie - dodał.

- System jest już w zasadzie na granicy wyczerpania swoich możliwości. W Gdańsku, w woj. pomorskim jesteśmy jeszcze w o tyle dobrej sytuacji, że mamy bufor bezpieczeństwa w postaci 188 łóżek w szpitalu tymczasowym z opcją rozszerzenia do 400. Ale on powoli się wyczerpuje - wyliczał.

- W tej chwili mamy 168 pacjentów w szpitalu tymczasowym, 20 wolnych łóżek pozwoli nam prawdopodobnie przetrwać do jutra - dodał.

Czytaj także:

Epidemia: Szpitale bez rezerw. A najgorsze dopiero przed nami

- W zmaganiach z drugą falą mierzyliśmy się z niedoborami personelu, trafiali do nas pacjenci głównie starsi, mało postaci płucnych COVID, z niewydolnością oddechową. Obecnie duża liczba pacjentów z postacią płucną COVID, z zajętym miąższem płucnym 40, 60, 80 proc., wymagający podłączenia pod respirator - porównywał obecną falę epidemii do jesiennej fali dr Cudnik.

- Musimy szybko budować kolejną bazę respiratorową - dodał dr Cudnik. - Ale same respiratory nie wyleczą tych ludzi, potrzebna jest wykwalifikowana kadra a z tym są już duże problemy - przyznał.

- Na chwilę obecną - tu i teraz - nie mamy sytuacji na Pomorzu, w której musielibyśmy decydować kogo podłączyć do respiratora. Ale kolejne tygodnie będą testowaniem granic wytrzymałości ochrony zdrowia - stwierdził dr Cudnik.

- Mamy przygotowane scenariusze na gorsze czasy. To wyłączenie kolejnych oddziałów szpitalnych i przekładanie zabiegów planowych - zapowiedział dyrektor szpitala tymczasowego w Gdańsku.

- Na chwilę obecną nie za bardzo widzimy efekty lockdownu. Oczywiście nie potrafię powiedzieć co by było, gdyby lockdownu nie było. Może byłoby jeszcze gorzej - stwierdził jednocześnie.