Reklama

Oznaki życia spod gruzów piramidy finansowej

Nawet jeśli uznać, że John McCain wypadł nieco lepiej w ostatniej debacie niż Barack Obama, było to pyrrusowe zwycięstwo

Aktualizacja: 16.10.2008 22:21 Publikacja: 16.10.2008 22:15

Przed tą debatą John McCain liczył na cud, ale cud się nie wydarzył. Niebiosa nie rozstąpiły się i nie zesłały mu nadludzkiego daru przekonywania wyborców. Nie zesłały też nagłego zaćmienia umysłu na jego rywala.

Tak jak w poprzednich debatach Obama zachowywał pełen spokój, jakby nie uczestniczył w walce o prezydenturę, lecz w dyskusji ze studentami. Był niezwykle ostrożny i powściągliwy w reakcjach, momentami wręcz bezbarwny. Ale wyglądał, zachowywał się i mówił „po prezydencku”. Niczego więcej nie potrzebował, niczego nie musiał udowadniać. Mając wszystkie atuty po swojej stronie, nie podejmował zbędnego ryzyka. Rzeczowo, ze szczegółami, omawiał swój program ubezpieczeń zdrowotnych i reformy edukacji.

Bez zacietrzewienia odpowiadał również na ataki republikańskiego rywala.To McCain musiał coś zrobić, by odmienić losy tej kampanii. Miał parę naprawdę dobrych momentów, jak wtedy, gdy skarcił Obamę za ciągłe porównywanie go do George’a W. Busha.

Dobrze wyszło też McCai-nowi nakreślenie zasadniczej różnicy między nim, konserwatystą, a liberałem Obamą.

Ale McCain nie zadał Obamie potężnego ciosu. Próbował wracać do sprawy lewicowego terrorysty Ayersa i oszustw dokonywanych w ramach akcji rejestrowania wyborców przez liberalną organizację ACORN, ale robił to bez przekonania. O czarnym pastorze Jeremiahu Wrighcie, którego wypowiedzi bulwersują miliony białych w całym kraju, a który przez 20 lat był duchowym mentorem Obamy, nie wspomniał ani słowem. Była to decyzja szlachetna (po co nakręcać spiralę rasowej nienawiści), ale też brzemienna w skutki, bo McCain pozbawił się tym samym być może najsilniejszego argumentu przeciw Obamie.

Reklama
Reklama

Dlatego choć była to zdecydowanie najlepsza debata w wykonaniu republikańskiego kandydata (jeśli pominąć jego przemowy do hydraulika Joe rodem z teatru absurdu), nie zmieni ona sytuacji.

Ostrożne amerykańskie media będą do końca zwlekać z ogłoszeniem zwycięstwa Obamy. Przez najbliższe dwa tygodnie z kawałkiem analitycy będą przedstawiać kolejne scenariusze pozwalające na minimalne zwycięstwo McCaina. Prawda jest jednak taka: jego kandydatura leży pod gruzami największej piramidy finansowej w historii, jaką było masowe rozdawnictwo olbrzymich kredytów hipotecznych przechodniom z ulicy. Piramida zawaliła się w najgorszym dla McCaina momencie. Słowo „republikanin” stojące obok jego nazwiska jest dziś jak wielka kamienna płyta, spod której mozolnie stara się wydobyć.

Na kilka dni przed wyborami rząd ogłosi wyniki gospodarcze za kolejny miesiąc i to będzie koniec.

Tymczasem Obama już w starciu z Hillary Clinton udowodnił, że jest mistrzem w utrzymywaniu raz wywalczonej przewagi, choćby za cenę braku wyrazistości. Jeśli nie stanie się coś naprawdę szokującego, to mimo desperackich ruchów McCai-na kampania Obamy dotoczy się siłą rozpędu do Białego Domu.

[link=http://blog.rp.pl/gillert/2008/10/16/oznaki-zycia-spod-gruzow-piramidy-finansowej/#respond]Skomentuj na blogu Piotra Gillerta[/link]

Świat
Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 1458
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Świat
Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 1457
Świat
Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 1456
Świat
Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 1455
Materiał Promocyjny
Presja dorastania i kryzys samooceny. Dlaczego nastolatki potrzebują realnego wsparcia
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama