Nie do Europy, jak nakazywała niepisana tradycja, lecz na Daleki Wschód udała się w swą pierwszą zagraniczną podróż nowa szefowa amerykańskiej dyplomacji. A pierwszym krajem, który tam odwiedziła, jest Japonia – niegdyś śmiertelny wróg, a od kilku dziesięcioleci jeden z najbliższych sojuszników USA.

– Przyjechałam do Azji w swą pierwszą podróż, by dać wyraz temu, że relacje Ameryki z krajami po drugiej stronie Pacyfiku mają fundamentalne znaczenie dla pokonania wyzwań i wykorzystania szans XXI wieku – powiedziała sekretarz stanu po przylocie do Tokio.

Pani Clinton przywiozła ze sobą zaproszenie do Waszyngtonu dla premiera Taro Aso. W przyszłym tygodniu stanie się on pierwszym zagranicznym przywódcą przyjętym przez prezydenta Baracka Obamę w Białym Domu. Szefowa amerykańskiej dyplomacji udzieliła Tokio pełnego wsparcia w trudnych relacjach z nieobliczalnym sąsiadem – Koreą Północną.

W ostatnich tygodniach Phenian zachowywał się bardzo agresywnie wobec Japonii i Korei Południowej, grożąc między innymi przeprowadzeniem próby rakiety balistycznej podczas wizyty pani Clinton. – Ewentualne wystrzelenie rakiety, o którym mówi Korea Północna, miałoby bardzo niekorzystny wpływ na rozwój naszych relacji – stwierdziła sekretarz stanu po spotkaniu ze swym japońskim odpowiednikiem Hirofumim Nakasone. W tym samym czasie oficjalna północnokoreańska agencja prasowa KCNA pisała o groźbie „totalnej wojny” z Ameryką, zapowiadając, że pod „znakomitym dowództwem” Kim Dzong Ila kraj nie zamierza ulegać amerykańskim naciskom. W regionie od lat trwa skomplikowana gra strategiczna, w której Amerykanie starają się zahamować północnokoreański program nuklearny, Pekin, Tokio, Seul i Moskwa próbują zabezpieczyć własne interesy, a Phenian – wyłudzić od wszystkich stron jak największe wsparcie dla swej cherlawej gospodarki.

Kolejne przystanki w azjatyckim tournée pani Clinton to Indonezja (największe skupisko muzułmanów na świecie), Korea Południowa (jeden z głównych partnerów handlowych i najważniejszych sojuszników wojskowych Ameryki) oraz Chiny. Relacje z Państwem Środka mają dla USA szczególne znaczenie. Obejmując urząd szefowej dyplomacji, Clinton określiła związki między Waszyngtonem i Pekinem jako „najważniejszą dwustronną relację na świecie”. Chodzi nie tylko o rosnące wpływy Pekinu na arenie międzynarodowej, ale też fakt, że gospodarki obu krajów weszły w ostatnich dekadach w symbiozę i są od siebie zależne.

Były doradca prezydenta George’a W. Busha ds. Azji Michael Green uważa, że „historycy będą osądzać tę administrację i całe nasze pokolenie na podstawie tego, jak poradziliśmy sobie z przesunięciem siły z Zachodu na Wschód, ze wzrostem potęgi Chin i Indii, z coraz większą aktywnością takich krajów jak Indonezja, Japonia czy Korea”.