Komuniści czechosłowaccy ciągle liczyli, że zmiany da się zakończyć paroma przesunięciami na szczycie władzy. W piątek 24 listopada na pożarcie rzucono szefa KPCz Milosa Jakesza, którego zastępuje rzekomy reformator Karel Urbanek. Ale już komunistyczny premier Ladislav Adamec kurczowo trzyma się stołka, ogłaszając, że rząd kierować się będzie od tej chwili wyłącznie pragmatyzmem. Havel czuje, że aksamitna rewolucja zaczyna dreptać w miejscu i potrzebuje strajku generalnego, aby pokazać władzy poparcie ulicy. Do Pragi przyjeżdżam z Jackiem Kurskim. Obaj jesteśmy dziennikarzami solidarnościowego „Tygodnika Gdańskiego”. Na dnie torby wieziemy duży transparent z napisem „Solidarność”. Na granicy w Międzylesiu ponure miny czechosłowackich pograniczników uświadamiają nam, że tu panuje jeszcze epoka głębokiego Husaka. Na szczęście legitymujemy się paszportami służbowymi, które przyznał nam „Tygodnik”. Czeskim ponurakom ze Straży Granicznej najwyraźniej nie mieści się w głowie, że służbowy paszport mógł dostać ktoś spoza aparatu władzy, więc łaskawie nie grzebią nam w klamotach.