Nieratyfikowanie traktatu o redukcji broni atomowej może zagrozić bezpieczeństwu Ameryki – ostrzegł wiceprezydent. Joe Biden zareagował w ten sposób na wypowiedź Jona Kyla – republikanina numer dwa w amerykańskim Senacie – który przekonuje, że ustępujący Kongres nie powinien się zajmować ratyfikacją porozumienia z Rosją.
Biały Dom robi wszystko, by jeszcze w tym roku zatwierdzić podpisaną w kwietniu przez prezydentów Baracka Obamę i Dmitrija Miedwiediewa umowę o redukcji arsenałów nuklearnych. Podczas spotkania z prezydentem Rosji w Japonii Obama podkreślał, że przeforsowanie tego porozumienia jest priorytetem dla Białego Domu.
Skąd ten nagły pośpiech? Otóż w styczniu 2011 roku w Kongresie przybędzie republikanów, którzy wygrali listopadowe wybory i którzy wcale nie są pewni, czy START wystarczająco chroni interesy Stanów Zjednoczonych.
Brak zgody na porozumienie z Kremlem ma też wymiar polityczny. Odebrałby Białemu Domowi jeden z głównych sukcesów polityki zagranicznej Obamy: doprowadzenie do ocieplenia stosunków z Moskwą. Wiceprezydent Biden podkreślał, że START jest jednym z filarów dobrych stosunków amerykańsko-rosyjskich, kluczowych dla zaopatrywania zachodnich wojsk w Afganistanie oraz sankcji nakładanych na Iran.
Ostrzegł, że jeśli Senat nie ratyfikuje traktatu, to amerykańscy inspektorzy nie będą też mogli kontrolować rosyjskiego arsenału jądrowego. Rosyjskie władze dały do zrozumienia, że nie ratyfikują porozumienia z USA, dopóki nie zrobi tego amerykański Kongres.