Reklama

Zamieszki w USA: Prezydent schowany w bunkrze

Ameryka jeszcze nie podniosła się z pandemii, a już kraj ogarnęła fala zamieszek wywołanych przemocą policji.
Donald Trump nie stanął na wysokości zadania, wszyscy zarzucają mu brak spójnego działania

Donald Trump nie stanął na wysokości zadania, wszyscy zarzucają mu brak spójnego działania

Foto: AFP

Zarówno w pierwszym, jak i w drugim przypadku widać brak silnego przywództwa Białego Domu.

– Ameryka boryka się teraz z dwoma kryzysami: pandemią oraz demonstracjami – piszą komentatorzy. Pokojowe protesty, które zaczęły się w Minnesocie, w ciągu kilku ostatnich nocy przerodziły się w rozruchy, których uczestnicy demolowali centra ponad 75 miast w całym kraju.

Wojna domowa

Płonące samochody, niszczone posterunki policji, wybijane witryny sklepowe, grabieże, świece dymne, strzały, starcia z policją, blokady ulic, dewastowane pomniki, tysiące rannych i ponad 4 tysiące aresztowanych – tak wygląda chaos, jaki ogarnął amerykańskie metropolie, gdy tysiące ludzi wyszło na ulice, rozsierdzonych nie tylko rasową niesprawiedliwością, ale też wielotygodniowymi ograniczeniami dyktowanymi przez pandemię.

Lokalne władze w całym kraju wzywały Gwardię Narodową i wprowadziły godziny policyjne w 25 miastach. Na taką skalę nie było tego w USA od 1968 r., czyli od protestów, jakie przeszły przez Amerykę po zabiciu dr. Martina Luthera Kinga.

Epidemiolodzy ostrzegają, że po zamieszkach, w których pogrzebane zostały nie tylko zasady pokojowego protestu, ale też dystansowania się, Amerykę czeka kolejna fala zakażeń, które już do tej pory nieproporcjonalnie bardziej dotknęły środowisk afroamerykańskich i mniejszości latynoskich.

Reklama
Reklama

Sceny niczym z wojny rozgrywały się też w samej stolicy, w pobliżu Białego Domu. Na placu Lafayette przed siedzibą prezydenta wieczorem i w nocy dochodziło do starć policji z protestującymi. Policja sięgała po gaz łzawiący i granaty błyskowe, by rozproszyć protestujących, którzy demolowali fasady okolicznych budynków, przewracali i podpalali samochody. Wandale podłożyli ogień w kościele św. Jana, znanym jako „kościół prezydentów", i zdewastowali pomnik bohatera obojga narodów Tadeusza Kościuszki, znajdujący się na środku skweru.

Monumentu nie uchroniło nawet to, że Kościuszko swój majątek przeznaczył w testamencie na uwolnienie czarnoskórych niewolników.

Oblężony Trump

Sceny rozgrywające się wokół Białego Domu symbolicznie stworzyły obraz oblężonego prezydenta.

W piątek, gdy zaczęła się eskalacja przemocy w Waszyngtonie, agenci Secret Service schowali na jakiś czas Trumpa w bunkrze używanym w czasie ataków terrorystycznych. Sam prezydent, który znany jest z braku wrażliwości na sprawy rasowe, milczał. Odrzucił rady, by przemówić do protestujących, by ich uspokoić. Za to jak ma w zwyczaju, używał Twittera.

W piątek zbulwersował opinię publiczną, pisząc: „Jak się zaczną grabieże, to zaczniemy strzelać", sugerując, że policja będzie miała zielone światło do otworzenia ognia do protestujących.

Poprawił się na chwilę podczas wystąpienia w Kennedy Space Center, kiedy nazwał śmierć Floyda „ogromną tragedią". – Jestem przeciwny wykorzystywaniu tej tragedii do grabieży, rabunków, ataków i tworzenia chaosu – potem wrócił jednak do swojej stałej retoryki.

Reklama
Reklama

W swoim stylu oskarżył media o propagowanie nienawiści i anarchii, a demokratycznych gubernatorów i burmistrzów o to, że nie potrafią opanować chaosu, jaki ogarnął kraj. Winę za wymykające się spod kontroli protesty zrzucił na anarchistów. „Wezwijcie natychmiast Gwardię Narodową" – pisał. Powiedział też, że jego administracja uzna Antifę za organizację terrorystyczną, podejrzewając ją o wzniecanie zamieszek. – Problem w tym, że tak naprawdę nie wiemy, jakie organizacje stoją za zamieszkami – powiedział prokurator generalny Minnesoty Keith Ellison.

Brak ogłady

Brak właściwej reakcji prezydenta nie uszedł uwagi. Obecnie krytykowany jest tak samo mocno, jak za brak spójnego działania w czasie pandemii, kiedy odpowiedzialność zrzucił na władze stanowe, a sam skupił się na otwieraniu gospodarki.

– Oczekuję ze strony Donalda Trumpa przywództwa. Chciałabym usłyszeć szczerą troskę o nasze społeczności, o to, na czym stoimy, jeśli chodzi o relacje rasowe w Ameryce – powiedziała Keisha Lance Bottoms, burmistrz Atlanty, a jej odczucie podziela wielu.

– Większość prezydentów staje na wysokości zadania w takich sytuacjach, nawet jeżeli to oznacza schowanie do kieszeni swojej złości i poglądów. Trump nie trzyma się tu normalnego prezydenckiego protokołu – powiedział cytowany przez „Washington Post" David Greenberg, historyk z Rutgers University.

Świat
Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 1483
Materiał Promocyjny
Jak zostać franczyzobiorcą McDonald’s?
Materiał Promocyjny
OTOMOTO rewolucjonizuje dodawanie ogłoszeń
Świat
Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 1482
Świat
Trauma, która zmieniła Chiny. Piekło kobiet i pokolenia jedynaków
Świat
Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 1479
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama