Liczba wykrywanych zakażeń w ostatnich dwóch tygodniach wzrosła gwałtownie w 24 stanach USA. Na Florydzie zaczyna brakować łóżek na oddziałach intensywnej opieki medycznej - pisze Reuters w swojej depeszy.
We wtorek rekordowy dobowy wzrost liczby zakażonych stwierdzono w Kalifornii, na Hawajach, w Idaho, Missouri, Montanie, Oklahomie i Teksasie. Największe wzrosty liczby zakażonych dotyczyły Teksasu i Kalifornii - w każdym z tych stanów liczba zakażeń wykrytych we wtorek była wyższa od 10 tysięcy.
Tylko w Teksasie liczba osób, które trafiły do szpitali w związku z COVID-19, podwoiła się w ciągu dwóch tygodni.
Na Florydzie w ok. 50 szpitalach znajdujących się w 25 z 67 hrabstw tego stanu brakuje łóżek na oddziałach intensywnej opieki medycznej. W całym stanie wolnych jest tylko 17 proc. łóżek na OIOM-ach.
Kurczące się zasoby systemu ochrony zdrowia mogą doprowadzić do wzrostu liczby ofiar COVID-19 - tylko we wtorek w wyniku zakażenia koronawirusem zmarło co najmniej 923 Amerykanów - to największy wzrost liczby ofiar zakażenia koronawirusem od 10 czerwca.
Z modelu rozwoju epidemii opracowanego przez Instytut Pomiarów i Ocen Stanu Zdrowia (IMHE) przy Uniwersytecie Waszyngtońskim wynika, że do 1 listopada w USA w wyniku COVID-19 umrze 208 tysięcy osób.
IMHE zauważa, że w USA nie stwierdzono spadku liczby zakażeń latem.
- USA nie doświadczyły prawdziwego końca pierwszej fali pandemii - mówi dr Christopher Murray, dyrektor IMHE. - To nie uchroni nas przed drugim szczytem (epidemii) jesienią - dodaje.