Nawalny, główny krytyk prezydenta Putina,  jest w stanie śpiączki. Wczoraj trafił do szpitala po utracie przytomności w czasie lotu z Tomska do Moskwy.

Współpracownicy Nawalnego podejrzewają, że polityk został otruty. Dziś jeden ze współpracowników, Iwan Żdanow, poinformował powołując się na jednego z policjantów obecnych w szpitalu, że w organizmie Nawalnego znaleziono groźną substancję, która miała być niebezpieczna nie tylko dla samego nawalnego, ale i dla otoczenia.

Godzinę po tej informacji szpital w Omsku poinformowął, że ani we krwi, ani w moczu Nawalnego nie wykryto niebezpiecznych substancji, a stan Nawalnego spowodowany jest zaburzeniami metabolicznymi, m.in. spadkiem poziomu cukru we krwi.

Na przewiezienie opozycjonisty do Niemiec czeka szpital Charite w Berlinie, który ma otoczyć go opieką. Dziś rano szpital wysłał do Omska lotniczą karetkę pogotowia.

Lekarze w Omsku nie zgodzili się na transport Nawalnego do Niemiec  powodu jego niestabilnego stanu, ponadto zapewnili, że miejscowi specjaliści nie są gorsi od niemieckich.

Warunki panujące w omskim szpitalu pokazała na Twitterze rzeczniczka Nawalnego, Kira Jarysz.

Tymczasem do szpitala w Omskua przybyli niemieccy lekarze, którzy mają ocenić stan Nawalnego, a którzy przylecieli dziś na pokładzie lotniczej karetki.

Żona polityka, Julia Nawalna, wystosowała oficjalne pismo do prezydenta Rosji Władimira Putina, w którym żąda wydania zezwolenia na transport męża do Niemiec. W piśmie informuje, że samolot jest gotów do lotu, a Nawalnemu natychmiast potrzebne jest specjalistyczne  leczenie w klinice w Niemczech.

Autopromocja
Wyjątkowa okazja

Roczny dostęp do treści rp.pl za pół ceny

KUP TERAZ