Dotąd udało się uratować około 150 uchodźców, głównie z Somalii i Erytrei. Twierdzą, że na pokładzie było około 500 osób, które chciały przedostać się do Włoch.  250 osób uważa się za zaginione.

Statek niedaleko brzegu wyspy przewrócił się i stanął w płomieniach. Według karabinierów uchodźcy podpalili koce na pokładzie, by w ten sposób mogła ich zobaczyć straż przybrzeżna. Gdy płomienie rozprzestrzeniły się, a statek zaczął się przewracać, ludzie wskoczyli do wody. Alarm podniosły załogi stojących w pobliżu kutrów rybackich widząc pożar i ciała ofiar unoszące się na wodzie.

Po pożarze statek zatonął. Do pracy przystąpili płetwonurkowie. Bilans ofiar stale rośnie.

To tragedia bez precedensu - mówią lekarze na włoskiej wyspie, gdzie - jak informują władze - brakuje miejsc zarówno dla wyławianych ciał ofiar, jak i rozbitków, którym potrzeba jest pomoc medyczna. W tamtejszym ośrodku dla uchodźców nie ma miejsc. Wcześniej, w nocy ze środy na czwartek, przybyło na wyspę ponad 460 uciekinierów z Afryki.

Katastrofą u brzegów wyspy natychmiast zajął się włoski parlament. Deputowany formacji byłego premiera Mario Montiego, działacz katolickiej Wspólnoty świętego Idziego Mario Marazziti zaapelował w izbie, by ogłosić dzień żałoby narodowej.

Na profilu papieża Franciszka na Twitterze zamieszczono jego apel o modlitwę za ofiary tragedii. Media przytaczają też słowa papieża, który na wiadomość o tym, co się stało, powiedział: "To hańba i nieludzki kryzys".

Włoskie władze szacują, że w ciągu ostatnich dwóch dekad zginęło co najmniej 20 tys. ludzi usiłujących dostać się na Lampedusę.