Historia Lidy, która na co dzień jest dziennikarką stała się głośna głównie dzięki mediom społecznościowym. Dziewczyna nie ukrywała jej, informowała o niej na swoim profilu w jednym z portali społecznościowych.

Już w grudniu "Kyiv Post" na swojej stronie opisywał Lidę w tekście o ludziach, którzy znaleźli miłość na barykadach, jako przykład dramatycznego uczucia. Wszystko zaczęło się od SMS-a, który dostała Lida.

"Zapamiętałem twój numer telefonu, kiedy dyktowałaś go znajomemu. Nawet nie znam twojego imienia. Stałem w nocy z tarczą przed tobą. Kiedy zatrzymaliście nas, zrozumiałem, że chcę cię poślubić. Dima" - przeczytała rankiem 11 grudnia, dzień po szturmie policji na jedną z barykad.

Dziewczyna odpisała, po pewnym czasie doszło do spotkania. Historia stała się głośna w całym kraju. Lida miała ją opowiedzieć w telewizji Inter. Ku zdumieniu dziennikarzy i innych gości wykorzystała swój czas antenowy, by mówić o tym jak władza rozprawiła się z demonstrantami.

Opowiedziała jak poprzedniego dnia pomagała nosić ciała kolegów zabitych przez snajperów, powiedziała o nienawiści do ludzi prezydenta Wiktora Janukowycza, a stacji Inter zarzuciła nie pokazywanie prawdy o tym co dzieje się na Majdanie. Na koniec wyjęła zdjęcia ofiar i opuściła studio.

Okazuje się, że Lida darzy wielką sympatia Polaków. Kilka dni temu zamieściła zdjęcie tablicy z podziękowaniami Ukraińców dla Polaków. Nazwała nas bratnim narodem i zapewniła, ze Ukraińcy nie zapomną o naszej postawie.

Autopromocja
Nowość!

Trzy dostępy do treści rp.pl w ramach jednej prenumeraty

ZAMÓW TERAZ

Lida to nie jedyna kobieta, która dzięki internetowi stała się symbolem ukraińskich protestów. Wczoraj opisywaliśmy historie Julii, której dramatyczne wideo z prośbą o pomoc obiegło świat i Ołesi, która przeżyła postrzał w szyję. Czytaj więcej