Marco Rubio – sekretarz stanu USA – przed wylotem z Francji, gdzie w Paryżu wziął udział w spotkaniu ministrów spraw zagranicznych państw G7, rozmawiał z dziennikarzami o wojnie na Ukrainie oraz ewentualnym przekierowaniu dostaw broni dla tego kraju. 

Czytaj więcej

Ponad 850 Tomahawków w miesiąc. Amerykańskie zapasy topnieją

Marco Rubio o przekierowaniu dostaw broni dla Ukrainy: Zawsze USA będą na pierwszym miejscu

– Cóż, to jeszcze się nie zdarzyło. Nic jeszcze nie zostało przekierowane. Ale może się zdarzyć – powiedział Marco Rubio. Jak dodał, chodzi o broń sprzedawaną w ramach PURL (Priority Ukraine Requirements List) przez NATO. – Pytanie będzie brzmiało, jeśli będziemy mieli potrzebę (...), jeśli Stany Zjednoczone będą miały wojskowe potrzeby, czy to w celu uzupełnienia zapasów, czy wypełnienia jakiejś misji w interesie narodowym Stanów Zjednoczonych, zawsze będziemy na pierwszym miejscu – dodał. 

Portal Politico informował wcześniej, że sekretarz stanu USA ostrzegł partnerów z G7, że istnieje taka możliwość. Przekierowanie broni miałoby dotyczyć przede wszystkim rakiet do systemów obrony powietrznej Patriot – w związku z konfliktem na Bliskim Wschodzie ich zapasy się bowiem niezwykle szybko zużywają. 

Czytaj więcej

USA twierdzą, że jedna trzecia irańskich rakiet przestała istnieć

Sekretarz stanu USA: Powiedzieliśmy Ukrainie, na co nalegają Rosjanie. Oni decydują 

Rubio skomentował też słowa prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego, który powiedział, że Stany Zjednoczone uzależniają udzielenie Ukrainie gwarancji bezpieczeństwa od tego, czy w ramach negocjacji pokojowych Kijów odda Rosji cały Donbas. – To kłamstwo. Widziałem, jak to mówił, i to przykre, że tak powiedział, bo wie, że to nieprawda i nie to mu powiedziano. Powiedziano mu to, co oczywiste: gwarancje bezpieczeństwa nie zaczną obowiązywać, dopóki wojna się nie skończy, bo inaczej wchodzisz do wojny – stwierdził sekretarz stanu USA.

– Powiedzieliśmy stronie ukraińskiej, na co nalegają Rosjanie. Wyjaśniliśmy im to. To oni podejmują decyzję (...). Nigdy nie powiedzieliśmy im, że będą musieli się na to zgodzić lub odrzucić – tłumaczył. – Naszą rolą było ustalenie, czego chcą obie strony i sprawdzenie, czy uda nam się znaleźć kompromis. Ostatecznie decyzja należy do Ukrainy. Jeśli nie zechcą podjąć pewnych decyzji lub pójść na pewne ustępstwa, wojna będzie trwała dalej. To samo dotyczy strony rosyjskiej – dodał.