Dziennik „Washington Post” poinformował w piątek – powołując się na amerykańskich urzędników – ile pocisków manewrujących Tomahawk w ciągu czterech tygodni konfliktu wystrzeliły Stany Zjednoczone. Liczby mogą zaskakiwać.
Czytaj więcej
Pocisk manewrujący BGM-109 Tomahawk od dekad uchodzi za symbol amerykańskiej dominacji militarnej. Zdolny do precyzyjnego uderzenia z odległości ty...
Podano, ile pocisków Tomahawk USA wystrzeliły od początku wojny z Iranem
Zdaniem amerykańskiego urzędnika wojsko USA przez cztery ostatnie tygodnie wystrzeliło ponad 850 pocisków manewrujących Tomahawk.
Anonimowy rozmówca dziennika „Washington Post” zauważył, że liczba ta bardzo niepokoi Pentagon – uzbrojenie jest bowiem zużywane w niezwykle szybkim tempie. Kilka innych źródeł stwierdziło także, że jeśli pociski będą dalej wykorzystywane w takim tempie, przedyskutować trzeba będzie ewentualne przeniesienie na Bliski Wschód części amerykańskich zapasów z innych regionów. Pod uwagę brane jest także – choć w dłuższym okresie – zwiększenie ich produkcji.
Pocisk manewrujący BGM-109 Tomahawk od dekad uchodzi za symbol amerykańskiej dominacji militarnej. Zdolny do precyzyjnego uderzenia z odległości tysiąca kilometrów, miał być gwarantem chirurgicznej skuteczności. Jednak – jak pisaliśmy kilka dni temu w rp.pl – systemy te generują znaczące obciążenie dla budżetu obronnego. Według dokumentów budżetowych Marynarki Wojennej USA, jeden pocisk z bieżącej partii kosztuje niemal 1,9 mln dol. Po doliczeniu kosztu kontenera startowego (blisko 200 tys. dol.), każdy strzał to wydatek rzędu 2,1 mln dol.
W ostatnim czasie rzeczniczka Białego Domu Karoline Leavitt podkreślała, że Stanom Zjednoczonym wystarczy amunicji. Do Białego Domu niedługo później zaproszeni zostali jednak przedstawiciele przemysłu zbrojeniowego, w tym koncernu Raytheon, produkującego Tomahawki. Trump podał potem w należącym do niego serwisie Truth Social, że firmy czterokrotnie zwiększą produkcję broni.
Pentagon nie ujawnił, ile pocisków ma w danym momencie.
Czytaj więcej
Donald Trump po raz kolejny przedłużył ultimatum przedstawione Iranowi. Oznacza to, że przed 6 kwietnia Stany Zjednoczone nie zaatakują irańskich e...
Jak działają pociski manewrujące Tomahawk i dlaczego są dla Amerykanów tak ważne?
Amerykańskie taktyczne ponaddźwiękowe pociski manewrujące Tomahawk to groźna broń. Mają zasięg nawet do 2500 km, mogą przenosić zarówno głowice nuklearne, burzące, jak i kasetowe.
Gdy Tomahawk zostanie odpalony, uruchamia się niewielkich rozmiarów rakietowy silnik startowy napędzany paliwem stałym, który po starcie rozpędza pocisk do odpowiedniej prędkości, zanim uruchomiony zostanie marszowy silnik turbowentylatorowy. Tomahawk jest trudny do wykrycia, gdyż pozostawia małe odbicie radarowe, a ponadto silnik nie emituje dużo ciepła, więc wykrycie go przez czujniki podczerwieni jest bardzo utrudnione.
Pocisk jest sterowany dzięki odbiornikowi GPS. Wersja Tomahawka przeznaczona do ostrzeliwania celów naziemnych wyposażona jest w system nawigacji bezwładnościowej oraz system TERCOM, korzystający z trójwymiarowej mapy terenu.
Samosterujące pociski rakietowe, zaprojektowane do ataku na cele wojskowe, są na wyposażeniu armii Stanów Zjednoczonych i ich sojuszników.
Jak zauważa „Washington Post”, pociski Tomahawk mogą być wystrzeliwane z okrętów nawodnych i podwodnych. Są one podstawowym uzbrojeniem, które wykorzystywane jest przez Stany Zjednoczone w podobnych do tej w Iranie operacjach.
Problemem jest to, że każdego roku wytwarza się jedynie kilkaset Tomahawków. Co więcej, niezawodność Tomahawków podczas operacji Pustynna Burza w 1991 r. wynosiła 85 proc. Dziś – mimo braku oficjalnych raportów – źródła internetowe sugerują, że wskaźnik awaryjności może sięgać nawet 25 proc. Awarie zdarzają się na każdym etapie. W fazie startu pociski nie opuszczają kontenera, w fazie lotu dochodzi do awarii silnika lub systemu nawigacji, a w ostatniej fazie pociski uderzają w cel lub chybiają bez detonacji. Skomplikowany mechanizm „safe-and-arm” ma zapobiegać przypadkowym wybuchom nad terytorium państw postronnych. System czeka na sygnał z komputera nawigacyjnego potwierdzający dotarcie do celu. Jeśli elektronika zawiedzie, warta miliony dol. rakieta staje się jedynie drogim kawałkiem złomu, który lokalna ludność może bez przeszkód fotografować smartfonami.
Czytaj więcej
- Obecnie nie ma potrzeby ogłaszać nowej fali mobilizacji w Rosji - powiedział Dmitrij Miedwiediew, wiceprzewodniczący Rady Bezpieczeństwa Federacj...
Eskalacja konfliktu na Bliskim Wschodzie
Konflikt na Bliskim Wschodzie rozszerzył się 28 lutego, po tym, jak Donald Trump zdecydował się na udział USA w izraelskich nalotach na Iran. W jednej z operacji zginął Najwyższy Przywódca Iranu ajatollah Ali Chamenei, który w chwili ataku przebywał w kompleksie rządowym w Teheranie wraz z innymi przywódcami państwa.
Iran zablokował także swobodną żeglugę przez cieśninę Ormuz, wstrzymując tym samym eksport ropy naftowej z Bliskiego Wschodu.