Prezydencki minister Krzysztof Szczerski we wtorek triumfował.
– Nigdy w historii nasz prezydent nie siedział na obiedzie wieńczącym sesję ONZ przy stoliku numer 1, z prezydentem USA. To było miejsce dla najbardziej wpływowych polityków świata, wyjątkowy sposób uznania roli Polski i osobiście prezydenta Dudy – relacjonował „Rz" Szczerski. – Z tego samego powodu Duda przemawiał na forum ogólnym zaraz po Obamie, a przed prezydentem Chin Xi Jinpingiem – dodał.
Derek Chollet, do zeszłego roku zastępca szefa Pentagonu, tłumaczy „Rz" kulisy protokolarnego wyróżnienia polskiego przywódcy.
– O tym, kto siedzi przy stoliku numer 1, decyduje sekretarz generalny ONZ, to z jego inicjatywy znalazł się przy nim Władimir Putin. Ale o tym, kto będzie bezpośrednim sąsiadem prezydenta Obamy, decyduje Biały Dom. I tę decyzję podejmuje niesłychanie starannie.
Wyróżnienie jest tym większe, że administracja amerykańskiego prezydenta spośród przywódców 150 krajów świata, którzy przyjechali na sesję ONZ do Nowego Jorku, mogła wybrać tylko jednego: miejsce po lewej stronie Obamy było z urzędu zarezerwowane dla gospodarza spotkania – Ban Ki Moona.
Dlaczego Amerykanie zdecydowali się na taki gest?
– Obama chciał pokazać Putinowi, który siedział kilka metrów dalej, że USA nie opuszczą Polski w obliczu agresywnej polityki Kremla, nie sprzedadzą jej za współpracę Rosji w Syrii. To było dla Obamy tym ważniejsze, że sześć lat wcześniej, w ramach „resetu" z Moskwą, wycofał się z planów Busha budowy bazy tarczy antyrakietowej w Polsce i przez to Rosjanie mogą się spodziewać, że pójdzie raz jeszcze na ustępstwa kosztem Warszawy – tłumaczy „Rz" Steven Szabo, dyrektor Akademii Transatlantyckiej i jeden z bardziej wpływowych ekspertów w Waszyngtonie.
Ale Derek Chollet podkreśla: to nie ma nic wspólnego z szykowaniem się amerykańskiej administracji do zwycięstwa PiS w wyborach parlamentarnych pod koniec października.
– Obama traktuje Dudę jako prezydenta Polski, a nie lidera partii. Prezydenta, który pozostanie u władzy niezależnie od wyników wyborów parlamentarnych. I z którym warto wejść w bliższy kontakt.
Zdaniem Krzysztofa Szczerskiego Duda wykorzystał półtoragodzinny obiad, aby rozmawiać z Obamą o Ukrainie, stosunkach z Rosją, ale także o przyszłorocznym szczycie NATO w Warszawie.
– To były poważne i ważne rozmowy, które posunęły znacznie naprzód całą politykę, którą realizuje prezydent Duda, i która ma wzmocnić bezpieczeństwo Polski – powiedział prezydencki minister.
W czasie kampanii wyborczej głównym postulatem kandydata PiS było przekonanie sojuszników do budowy stałych baz NATO na terenie naszego kraju. Decyzja w tej sprawie miałaby zapaść na szczycie sojuszu w lipcu przyszłego roku w Warszawie. Czy Duda wykorzystał obiad, aby namówić do tego Obamę?
– Treść tej rozmowy pozostanie między oboma przywódcami, chyba że któryś z nich zdecyduje się ją ujawnić – ucina w rozmowie z „Rz" Szczerski.
Ale Steven Szabo nie może powstrzymać śmiechu.
– Przecież trzy metry dalej siedział Putin. Trudno, aby w takiej sytuacji Obama ujawnił amerykańską strategię wojskową – mówi.
Derek Chollet, który jeszcze kilka miesięcy temu był jedną z kilku osób opracowujących doktrynę militarną Ameryki, doradza ostrożność.
– Owszem, ta sprawa jest w Pentagonie rozważana. O ile jednak jestem przekonany, że zaangażowanie USA w bezpieczeństwo Polski jest trwałe i będzie wzmacniane, o tyle spodziewałbym się w przyszłym roku raczej wzmocnienia rotacyjnej obecności amerykańskich wojsk w Europie Środkowej niż powstania stałych baz.
Zdaniem Cholleta ostrożność Ameryki w tej sprawie nie wynika w pierwszej kolejności z obaw przed reakcją Rosji ani nawet negatywną reakcją tak kluczowych sojuszników, jak Niemcy i Francja, tylko z kosztów.
– Pentagon podejmuje w tej chwili trudne decyzje w sprawie zamknięcia baz w Stanach Zjednoczonych. To spotyka się z ostrą reakcją tych kongresmenów, którzy pochodzą z obwodów, gdzie do tej pory funkcjonowały te bazy. W takich warunkach ogłoszenie decyzji o powstaniu nowych baz w Polsce byłoby politycznie bardzo trudne – mówi Chollet.
Pytany o możliwość rozmów Dudy z Putinem w czerwcowym wywiadzie dla „Rz" Szczerski ostrzegał: dopóki nie będzie realnej szansy na przełom, takie spotkanie będzie niezrozumiałe dla polskiej opinii publicznej.
Jednak tuż przed obiadem Duda i Putin podali sobie ręce.
– Między mężczyznami uścisk dłoni bardzo wiele znaczy. To był męski uścisk dłoni – powiedział prezydencki minister cytowany przez PAP.
Krzysztof Szczerski zapewnił jednak „Rz": między Dudą a Putinem nie doszło do żadnej, nawet krótkiej, rozmowy.
Od czerwca kontekst międzynarodowy zmienił się zresztą radykalnie. Wobec bardzo ograniczonych efektów rocznych bombardowań USA na pozycje Państwa Islamskiego i fali syryjskich uchodźców zalewających Europę Zachód potrzebuje pomocy Kremla w przywróceniu minimalnej stabilności na Bliskim Wschodzie.
– Jesteśmy gotowi współpracować z każdym, także Iranem i Rosją – zapewnił Obama, który sam rozmawiał w Nowym Jorku z Putinem przez półtorej godziny. W tym kontekście uścisk dłoni Dudy z rosyjskim prezydentem ma już znacznie mniejsze znaczenie.
– Polityka Obamy na Bliskim Wschodzie to bagno. On chyba sam nie wie, jak z niego wybrnąć. Putin bardzo dobrze tu zagrał, przełamał izolację, jaka mu groziła po ukraińskim kryzysie – przyznaje Steven Szabo.