Punktem kulminacyjnym była transmitowanym na żywo chińskiej telewizji centralnej operacja lądowania, gdy nosząca imię Bogini Księżyca (Chang E) z chińskiej mitologii sonda na powierzchni Księżyca siadała, a potem pobierała próbki, wiercąc grunt do 2 m głębokości, no i postawiła na powierzchni chińską flagę.

U nas poświęcamy temu zagadnieniu niewiele uwagi. Tymczasem w tym roku to już kolejne wydarzenie godne uwagi w kontekście chińskich projektów kosmicznych. Przykładów jest wiele.

Przełomy

Z końcem lipca Chiny dopięły własny system nawigacji, zwany Beidou, tzn. zawiesiły wystarczająca ilość satelitów, by go uruchomić. Podaje się, że ma być precyzyjniejszy (do 10 cm) niż znany nam GPS (do 30 cm). Tym samym mają też dopięty całkowicie alternatywny system internetowy, z odpowiednikami Google'a (Baidu), Facebooka (We Chat), Twittera (Weibo), YouTube (Yu Kou), a niedawno głośny stał się tamtejszy TikTok.

Samoistny internet, wspierany na dodatek szybkim rozwojem sztucznej inteligencji i ogromnymi nakładami na te cele, to rozwiązania zdecydowanie wspierające cel główny: podbój kosmosu.

Natomiast w tej dziedzinie drugim ważnym wydarzeniem w mijającym roku było lądowanie na pustyni Lop Nor w dniu 6 września kapsuły statku wielokrotnego użytku ("taksówki kosmicznej").  Jest oczywiste i zrozumiałe, iż mamy do czynienia z ważnym etapem na drodze budowy mini wahadłowców oraz zawieszonej na stałe stacji kosmicznej z wymienną załoga na pokładzie. 

Udane lądowanie kapsuły Chang E 5 to oczywiście kolejne, wcale nie pierwsze, wydarzenie godne odnotowania w bardzo zaawansowanym programie eksploracji Księżyca. Poprzednio ważne było ulokowanie na jego ciemnej stroni e własnego łazika w dniu 3 stycznia 2019 r., co zrobiono w ogóle po raz pierwszy w dziejach. Chiny odegrały tu rolę pionierską.

Natomiast udany powrót Chang E 5 na Ziemię i sprowadzenie tamtejszego gruntu to oczywiście nawiązanie do starych, radzieckich jeszcze tradycji sprzed pół wieku, co osoby Chinom niechętne, a tych przecież nie brakuje, już eksponują. Tyle tylko, że obecnie przywieziono niemal dziesięciokrotnie więcej próbek niż zrobili to Rosjanie w latach 70. minionego stulecia.

Chiński program kosmiczny narodził się w latach 50. ubiegłego stulecia, w trakcie sojuszu z ZSRR. Impuls polityczny przyszedł wtedy, gdy sam Mao Zedong zareagował na wysłanie sputnika, mówiąc: "Coś takiego powinniśmy mieć i my". W tamtych realiach wola wodza, to była polityczna dyspozycja - program ruszył.

Autopromocja
FORUM ESG

Co warto wiedzieć o ESG? Jej znaczenie dla firm i gospodarki.

CZYTAJ WIĘCEJ

Ważne - i jakże znamienne - że właśnie program kosmiczny, obok obiektów i prac na bronią jądrową i termojądrową, decyzją polityczną wyłączono z wszelkiej ingerencji hunwejbinów - Czerwonej Gwardii. Program ruszał powolnie, długo tkwił w powijakach, a atmosfera i polityczna zawierucha okresu "rewolucji kulturalnej" mu nie sprzyjała. Jednakże 24 kwietnia 1970 r. wystartowała w przestrzeń kosmiczną pierwsza chińska rakieta, a jakże, nazwana tak, jak śpiewany wówczas powszechnie nieoficjalny hymn - "Dong fang hong" (Wschód jest czerwony).

Naturalnie, do końca "ery Mao Zedonga" (zmarł we wrześniu 1976 r.) nic wielkiego się już nie stało. Program kosmiczny ruszył dopiero w epoce reform Deng Xiaopinga i zaczął przynosić wymierne rezultaty po ponad dekadzie otwarcia kraju na świat i prorynkowych reform w kraju. Od początków lat 90. minionego stulecia można wskazać trzy podstawowe kierunki chińskich poszukiwań w kosmosie.

Księżyc

Pierwszy kierunek to Księżyc, w kierunku którego ruszyły sondy Chang E. Stało się to możliwe po wymianie poprzednich rakiet nośnych na ich nową kategorię i klasę, zwaną "Długim Marszem", o dużo większym zasięgu i mocy niż "Wschód jest czerwony".
To dzięki nim pierwsza Chang E mogła w październiku 2007 r. dokonać lotu wokół orbity Księżyca, co potwierdziła druga sonda w październiku 2010 r. Po tym pionierskim etapie przyszedł drugi, gdy na Księżyc skierowano samodzielny łazik, "króliczka" Youtou, który po raz pierwszy wylądował stacjonarnie na powierzchni 1 grudnia 2013 r., a jego następca w grudniu 2018 r. poruszał się już po jego powierzchni.

Kolejne etapy, to już wspomniane lądowanie na ciemnej stronie Księżyca, no i teraz powrót stacji z próbkami gruntu. Zakłada się, że zakończeniem tej eksploracji mają być loty załogowe, planowane na lata 2029-30.

Równocześnie ma nadal trwać wysyłanie kolejnych sond i pobieranie próbek, bowiem - jak można przypuszczać - cele stojące za tą eksploracją, obok prestiżowych, są jak najbardziej merkantylne i utylitarne Bada się i będzie badane, czy na powierzchni Księżyca nie ma np. pierwiastków ziem rzadkich, cennych minerałów lub innych niespodzianek, które mogłyby okazać się przydatne tu na Ziemi.

Stacje załogowe

Wbrew pozorom, w tej chwili to nie Księżyc jest w centrum zainteresowania chińskich badaczy. Jest nim zainicjowany w 1992 r. program Shenzhou, czyli wysyłanie w przestrzeń kosmiczną najpierw bezzałogowych (cztery loty w latach 1999-2002), a potem już załogowych statków kosmicznych.

To Shenzhou 5 pozwolił 15 października 2003 r. ulokować w przestrzeń kosmicznej pierwszego chińskiego taikonautę, Liang Yiweia. Natomiast Shenzhou 7 we wrześniu 2008 r. umożliwił lot trzech osób oraz pierwszy chiński spacer po otwartej przestrzeni, poza statkiem. Shenzhou 9 natomiast w końcu października 2012 r. wyniósł na orbitę pierwszą chińską taikonautkę, panią Liu Yang.
Kolejny etap, to nie tyle loty załogowe, lecz ulokowanie na orbicie stałej własnej stacji kosmicznej, z możliwością dokowania. Pierwszego takiego eksperymentu dokonał Shenzhou 9 w październiku 2016 r., a kolejne statki Shenzhou, od numeru 12 do 16, które mają już wkrótce wystartować, mają za zadanie utworzenie takiej stacji, o nazwie Tiangong, najpóźniej do roku 2023.
Od tej pory chińscy taikonauci, po trzy osoby naraz, mają przebywać w przestrzeni kosmicznej niemal stale, oczywiście co pewien czas się wymieniając.

Mars

Dłuższy pobyt w przestrzeni kosmicznej i w stanie nieważkości to naturalnie przygotowanie do innej już rozpoczętej misji - podboju Marsa. W tej dziedzinie mijający rok 2020 też okazał się przełomowy, albowiem 23 lipca tego roku z centrum startów lotów satelitarnych Wenchang na południowej wyspie Hainan, wystartowała najnowocześniejsza rakieta Długi Marsz 5, która wyniosła na orbitę stację Tianwen 1, która - jak sie zakłada - wyląduje na powierzchni Czerwonej Planety w lutym 2021 roku.

Eksplorację Marsa Chińczycy rozpoczęli z Rosjanami już przed laty, ale ostatnio prowadzą badania i eksperymenty sami. Ich plany - te znane, bo zapewne są i ukryte - są wielce ambitne: do roku 2030 pobranie próbek gruntu również stamtąd, w dekadzie 2040-50 loty załogowe, a w następnej - lądowanie chińskich taikonautów na planecie.

Jeśli nie liczyć ambitnych planów Elona Muska, który - jak wiadomo - w początkach tego miesiąca poniósł niestety klęskę, bo rakieta mu eksplodowała, są to w tej chwili najambitniejsze projekty podboju Czerwonej Planety, a największym konkurentem Chin w tej dziedzinie są w tej chwili wcale nie USA czy Rosja, lecz... Indie.

Co na to Ameryka?

Właśnie ta, jakże symboliczna w swym wymiarze, konkurencja powinna nam dać wiele do myślenia, bowiem widać wyraźnie,  że w programy badania i penetracji przestrzeni kosmicznej włączają się nowe mocarstwa z kategorii "wschodzących rynków", raz jeszcze dowodzące tezy relatywnego spadku znaczenia Zachodu.

Przy tej okazji mówi się i mówić należy o Chinach, najsilniejszym i najbardziej dynamicznym ze wschodzących rynków. Albowiem kraj, który skutecznie potrafi przeprowadzić tak skomplikowaną operację, jak udane sprowadzenie z powrotem na Ziemię sondy kosmicznej z pobranym gruntem z Księżyca jest po prostu silny. Ma wielki potencjał i trzeba się z nim liczyć. Tym bardziej, że akurat w tym przypadku korzysta z własnych inżynierów, badaczy i rozwiązań.

Chiny wyłaniają się jako nowe (super)mocarstwo praktycznie w każdej dziedzinie. Dlatego zamiast milczeć o ich osiągnięciach, co u nas nagminne, i nadal żywić się przestarzałymi stereotypami i uprzedzeniami wobec nich ("pewnie znów cos ukradli", "są sto lat za nami", "nie są kreatywni pod autokratycznym reżimem", "nic nie potrafią w sensie wynalazczym", itp.), znacznie lepsze byłoby poważne zainteresowanie się tym co robią i co u nich się dzieje.

Dzieją się bowiem na terenie ChRL rzeczy do niedawna niewyobrażalne, a rok 2020 mimo powszechnej pandemii, jeśli chodzi o badania i programy kosmiczne, był tam wręcz rewolucyjny. Należy to wyraźnie wskazać i należycie odnotować. Faktom nie zaprzeczymy, trzeba z nich - i to szybko - wyciągać wnioski.

Najpoważniejszy jest ten, że świat robi się coraz bardziej wielobiegunowy, a w jego ramach nie tylko kończy się epoka europocentryzmu, ale nawet dominacja świata transatlantyckiego. Newralgiczne znaczenie ma to, kiedy i czy w ogóle Amerykanie (bo o nich głównie teraz tutaj chodzi)  przejdą do dynamicznej kontrofensywy. Przy czym chodzi nie tylko o sferę medialną czy propagandową, co ju ż odczuwamy, lecz przede wszystkim naukowo-techniczną. Albowiem wyścig w dziedzinie wysokich technologii, jak widzimy, wyszedł już poza Huawei i 5G i sięgnął kosmosu. Tam też już rozgrywa się nowa walka: o prymat.

Dlatego, jak można przewidywać, czeka raz raczej kolejny front starcia supermocarstw niż harmonijna współpraca w celu zabezpieczenia szeroko rozumianego dobra ludzkości. Niestety, bolesna pandemia pokazuje, że wzrosła rola państw narodowych, a te przede wszystkim stawiają przed sobą narodowe, a nie ogólnoludzkie cele. W przyspieszonej ostatnio konkurencji o cele w kosmosie też tak niestety jest.