– Korzysta z nich specyficzny klient lub klientka. W Warszawie istnieje biuro, które zajmuje się realizacją interesów matrymonialnych wyłącznie mężczyzn wysokostatusowych. Stać ich na to, aby zajęła się tym profesjonalna firma – opowiada w rozmowie z „Rzeczpospolitą” prof. Tomasz Szlendak, socjolog, autor książki „Miłość nie istnieje”.

Reklama
Reklama

„Tinder się nie kończy”. Dlaczego szybciej partnera znajdzie nam profesjonalna swatka?

– To piekielnie trudna praca. Dopasowanie trzech potencjalnych partnerek do takiego mężczyzny nie jest proste. Aplikacje randkowe dają iluzję wyboru. Istnieje powiedzenie „Tinder się nie kończy”. Podczas gdy dopasowanie kogoś interesującego do danej osoby wymaga mnóstwa czasu, energii i wiedzy – sztuczna inteligencja wcale w tym nie pomoże. Nie dziwią mnie te ceny, zresztą są wysokie nie tylko w Polsce – tłumaczy socjolog.

Czytaj więcej

Prof. Tomasz Szlendak, socjolog: Nie obśmiewałbym pomysłu państwowego Tindera

W pary łączą się ludzie o tym samym statusie

Ludzie przewijają aplikacje randkowe w nieskończoność, wierząc, że znajdą jeszcze lepszych partnerów. Prof. Szlendak nazywa to iluzją dostępności. I przypomina, że przez całe tysiąclecia wybór partnera zawsze zachodził w ograniczonym środowisku. – Ludzie nie wybierali pośród wielomilionowej populacji Londynu. Swatka ogranicza wybór, zawężając go do wielkości rzędu klasy szkolnej, w której zresztą kilkadziesiąt lat temu zawierane były znajomości niejednokrotnie przekształcające się w związki. Im bardziej ograniczony wybór, również terytorialnie – do parafii, sąsiedztwa, klasy, grupy na studiach – tym jest skuteczniejszy.

Do tego dochodzi wiedza swatów i swatek na temat parametrów psychicznych i społecznych ludzi oraz interesów ich rodzin. – Bo nasze wybory nie zachodzą w próżni – są bardzo racjonalne. Socjologia dowodzi, że nic nie dzieje się przypadkiem. Łączą się ludzie o tym samym statusie – pointuje socjolog.

Pełna wersja rozmowy z prof. Tomaszem Szlendakiem dostępna jest tutaj.