Niemiecka policja informuje, że ciężarówka z polskimi tablicami rejestracyjnymi została skradziona na terenie Polski. Kierowca, 37-letni mężczyzna, został prawdopodobnie porwany i zamordowany przez napastnika.
Więcej na temat mężczyzny pisze dziś "Fakt". Według informacji gazety, kierowca ciężarówki to 37-latek z kilkunastoletnim doświadczeniem w prowadzeniu samochodów ciężarowych. Ariel Żurawski, właściciel firmy z Gryfina, do której należała ciężarówka, poinformował Fakt.pl, że kierowca był jego kuzynem. Zostawił żonę i nastoletniego syna.
W poniedziałek polski kierowca wracał ciężarówką z Włoch. W Niemczech czekał na rozładunek. Jak ustalił Fakt.pl, ostatni kontakt z mężczyzną był o godz. 15. Wówczas rozmawiała z nim przez telefon żona.
Czytaj także:
Zamachowiec z Berlina to pakistański uchodźca
Ciężarówka wjechała w tłum w Berlinie
- To był dobry i skrupulatny kierowca. Gdy dowiedziałem się, że samochód porusza się po mieście, zamiast oczekiwać na rozładunek, wiedziałem, że coś się musiało stać - mówił dziennikarzom we wtorek właściciel firmy Ariel Żurawski.
We wtorek policja przesłuchała właściciela firmy, do którego należało auto i którego pracownikiem był Polak. - Policja chciała zabezpieczyć nasze komputery, dokumenty firmowe, dokumenty auta. Ale to wszystko znajdowało się w samochodzie, przy kierowcy. Nie ma co zabezpieczać - powiedział dziennikarzom. Wyjaśnił, że w samochodzie jest zamontowany GPS i jest lokalizacja pojazdu. Aktualizacja sygnału odbywa się co 10 minut.
- Cała trasa była pokazana. O 15 rozmawiał z żoną, o 15.45 było na GPS widać pewne ruchy. (...). Samochód był zapalany, gaszony, ruszał do przodu i do tyłu. Tak jakby ten ktoś, kto kierował tym samochodem uczył się jeździć. Samochód stał w Berlinie pod firmą, gdzie miał się rozładowywać. Później do 19.40 nie było żadnych ruchów, samochód stał w tym samym miejscu. To było auto w automacie, wystarczy zwolnić hamulec ręczny, dać gazu i samochód jedzie - powiedział Żurawski. Według niego, osoba, która od 19.50 kierowała ciężarówką, doskonale znała miasto i bezbłędnie zmierzała do celu, jakim był jarmark.
Jak mówił, na pokazanym mu przez policję zdjęciu rozpoznał swojego kierowcę. - Widoczne były rany, (...) było widać, że walczył - powiedział.