Rzeczpospolita: Konflikt między Polską i Komisją Europejską się zaostrza, wkrótce sprawa może trafić do Rady UE. Czy Rumunia poprze odebranie Polsce prawa głosu w Unii?

Teodor Melescanu: Od samego początku Rumunia ma bardzo duże zaufanie do tego, co robią polskie władze w tym obszarze. Każdy rząd ma prawo ulepszać system prawny, gospodarczy, obronny swojego kraju. Polski rząd i Komisja Europejska różnią się co do tego, jaki jest wpływ tych zmian na rządy prawa. Uważamy, że nie powinniśmy koncentrować się na wzajemnych oskarżeniach, na grożeniu sankcjami. Jedynym wyjściem, i mówię to na podstawie doświadczenia Rumunii, jest podjęcie konsultacji z Komisją Europejską. To nie oznacza, że Bruksela ma prawo do podjęcia w tej kwestii ostatecznych decyzji. Ale trzeba poznać opinię drugiej strony.

Mówiąc wprost: Rumunia wolałaby, aby ten temat w ogóle nie trafił pod obrady Rady UE?

Tak, oczywiście.

Jednak Rumunia sama jest oskarżana o podważanie niezależności wymiaru sprawiedliwości, bo rząd chce odebrać prezydentowi Iohannisowi prawo do mianowania prokuratora generalnego i wprowadzić sankcje dla sędziów, którzy popełnią błędy w orzeczeniach.

Konstytucja stanowi, że prokuratorzy są podporządkowani ministrowi sprawiedliwości. Kiedy mówimy o wymiarze sprawiedliwości, trzeba mieć na uwadze pozycję sędziów i sądów. I oni muszą pozostać niezależni i nieodwołalni. Dlatego prezydent zachowa prawo do ich mianowania, w szczególności przewodniczącego Sądu Najwyższego.

W czwartek w Bukareszcie Emmanuel Macron przekonywał do zmiany dyrektywy o pracownikach delegowanych. Co na to Rumunia?

Wolność podejmowania pracy w innym kraju Unii musi pozostać jednym z filarów jednolitego rynku. Ale jednocześnie rozumiemy, że we Francji, a także w Niemczech i innych krajach Unii zrodziły się pewne obawy co do statusu pracowników delegowanych. Dlatego zdecydowaliśmy się razem z prezydentem Macronem podjąć o tym rozmowy na poziomie ekspertów, aby wypracować rozwiązanie, które będzie korzystne dla obu stron. Musimy się spotkać w połowie drogi.

Ta wola kompromisu dotyczy także warunków świadczenia usług przez firmy transportowe?

Autopromocja
CFO Strategy & Innovation Summit 2021

To już IV edycja kongresu dla liderów świata finansów

WEŹ UDZIAŁ

Uważamy, że każda rumuńska prywatna firma transportowa musi zachować prawo do prowadzenia własnej polityki. Jeśli chce więcej zainwestować w zakup nowych ciężarówek, a mniej w pensje dla kierowców, musi mieć do tego prawo. Nie mamy w tej sprawie oficjalnego stanowiska, ale osobiście uważam, że utrzymanie swobody działalności w tym obszarze, to musi być dla Rumunii czerwona linia. Inaczej powstaną bardzo poważne napięcia w naszej gospodarce, społeczeństwie.

Prezydent Francji chce przebudować unię walutową tak, aby stała się głównym ośrodkiem integracji. Rumunia chce dołączyć do tego projektu, przyjąć euro?

Przyjęcie euro to decyzja polityczna, którą podjęliśmy wiele lat temu. Już dziś spełniamy wszystkie wymogi formalne, moglibyśmy przystąpić do unii walutowej nawet jutro. Ale obawiamy się, że to będzie miało negatywny wpływ na dochody najmniej zarabiających, emerytów. I chcemy, aby wcześniej te dochody wzrosły. Sądzę, że przyjmiemy euro za pięć lat, w 2022 roku.

Czy jednak brexit nie wzmocni nadmiernie francusko-niemieckiego tandemu w Unii?

Żałujemy, że Wielka Brytania wychodzi z Unii, przede wszystkim z dwóch powodów. Brytyjczycy rzeczywiście zapewniali pewną równowagę wobec twardego jądra UE. Ale także ich udział w bezpieczeństwie Europy był bardzo ważny. Dlatego chcemy, aby pozostali możliwie blisko Unii, aby nie byli karani za brexit.

Polski rząd nie chce przyjąć ani jednego uchodźcy w ramach unijnego programu relokacji. Pan podjął kilka dni temu decyzję o przyjęciu 2 tysięcy uchodźców. Czemu?

Nasz prezydent głosował w Brukseli przeciw ustanowieniu obowiązkowego systemu podziału uchodźców w Unii. Ale jednocześnie rozumiemy, że trzeba być solidarnym z innymi krajami UE. Bo przecież korzystamy z funduszy strukturalnych, z subwencji dla rolnictwa, z możliwości poruszania się i podejmowania pracy w całej zjednoczonej Europie. Nie można od Unii tylko brać, a nic nie dawać. Każdy kraj powinien jednak sam decydować, ile osób jest w stanie przyjąć. Powiedzieliśmy jasno prezydentowi Macronowi, że Rumunia nie chce, aby w ramach reformy konwencji dublińskiej został wprowadzony obowiązkowy system podziału uchodźców.

Macron zarysował przed Rumunią perspektywę przystąpienia do strefy Schengen...

Jak z euro, wypełniamy tu wszystkie warunki formalne, nasze granice są bardziej szczelne niż niektórych krajów zachodnich. Problem ma charakter polityczny: część państw UE nie chce w tej sprawie podjąć pozytywnej decyzji. Być może uda nam się jednak już w tym roku uprościć zasady przekraczania granicy na lotniskach.

Na Zachodzie żywa jest obawa przed zalewem Romów?

Ci Romowie, którzy mieli wyjechać, już dawno to zrobili, nie muszą czekać na Schengen. Teraz powinniśmy zacieśnić współpracę z innymi krajami Unii, aby ułatwić ich integrację, zarówno na zachodzie Europy, jak i w Rumunii.

W Warszawie spotkał się pan z szefami MSZ Polski i Turcji. Ta trójstronna współpraca rozpoczęła się jednak przed próbą zamachu stanu w Turcji rok temu. Od tego czasu prezydent Erdogan buduje coraz bardziej autorytarny system władzy. To nie hamuje tej trójstronnej współpracy?

Utrzymujemy tę współpracę mimo obecnych okoliczności, bo koncentruje się ona wyłącznie na kwestiach bezpieczeństwa. A mowa o trzech najważniejszych z punktu widzenia wojskowego, politycznego i gospodarczego krajach wschodniej flanki NATO. Dlatego zaprosiłem moich kolegów do odwiedzenia w przyszłym roku Bukaresztu.

Anne Applebaum ostrzega, że Ameryka może nie przyjść z pomocą krajom, które nie będą podzielały z USA przywiązania do demokracji.

To jest opinia bardzo wpływowej osoby. Ale NATO jest oparte na traktacie, który w art. 5 mówi, że każdy atak na jeden kraj sojuszu jest atakiem na wszystkich. I z tego, co wiem, nikt tego nie podważa. Przeciwnie, w czasie wizyty naszego prezydenta w Waszyngtonie Donald Trump potwierdził zaangażowanie USA w wypełnienie art. 5.

6 lipca Donald Trump spotkał się z krajami inicjatywy Trójmorza. Co pozostało z tego porozumienia?

W przyszłym roku chcemy zorganizować w Bukareszcie szczyt Trójmorza. To region, w którym infrastruktura transportowa musi zostać rozbudowana, więzi gospodarcze zaciśnięte, np. w Świnoujściu działa gazoport, z którego mogłoby korzystać znacznie więcej krajów niż tylko Polska.

Rosja wciąż okupuje część Mołdawii, Ukrainy. Jaki ma w tym cel?

Rosja mylnie postrzega NATO, widzi w jego poszerzeniu zagrożenie. A tu przecież chodzi o zwiększenie strefy bezpieczeństwa, demokracji i dobrobytu.

Rumunia wspiera przystąpienie Ukrainy do NATO?

Jeśli ludność oraz władze Mołdawii, Ukrainy, Gruzji uznają, że chcą przystąpić do NATO, trzeba to wziąć pod uwagę. Te kraje muszą same o tym zdecydować, nikt z zewnątrz nie ma prawa wywierać na nich presji, ani w jedną, ani w drugą stronę.

W pana kraju powstał element amerykańskiej tarczy antyrakietowej, Amerykanie prowadzą tu wielkie ćwiczenia wojskowa, rumuńskie władze kupują od Amerykanów broń na dużą skalę. Rumunia przekształca się w główną bazę wpływów USA w tej części świata?

Mamy strategiczne partnerstwo z USA, zainicjowane jeszcze 20 lat temu. Jego kluczowym elementem jest obrona. Ameryka jest gwarantem naszego bezpieczeństwa, suwerenności. Amerykanie biorą udział we wszystkich głównych ćwiczeniach, należą do wielonarodowych oddziałów w Rumunii. Wspierają nas nie tylko w deklaracjach, ale także w czynach. Robią wiele i jesteśmy za to wdzięczni. Jednocześnie, poczynając od tego roku, w ciągu dziesięciu lat podniesiemy wydatki na obronę do 2 proc. PKB. Chcemy więc też przyczyniać się do wspólnego bezpieczeństwa. Budujemy nowy system obrony powietrznej i kluczowa firma, z którą prowadzi w tej sprawie rozmowy, pochodzi z USA. Kilka miesięcy temu podpisaliśmy umowę z Bell Helicopter w sprawie produkcji w Rumunii helikopterów.

W przeszłości Rumunia nie miała dobrej opinii, choćby z uwagi na korupcję. Ale dziś jest najszybciej rozwijającym się krajem Unii. Jak doszło do takiej przemiany?

Już od siedmiu lat przodujemy w Unii, gdy idzie o tempo wzrostu, w tym roku wyniesie ono 5,5–5,6 proc. Staliśmy się krajem stabilnym, przewidywalnym, który podjął zdecydowaną walkę z korupcją. Stale obniżamy i upraszczamy system fiskalny: mamy 16-proc. podatek liniowy. A ci, którzy reinwestują dywidendę, w ogóle nie płacą podatków. Ale jednocześnie rząd konsekwentnie podnosi dochody najmniej zarabiających. To bardzo ważny czynnik wzrostu.

rozmawiał Jędrzej Bielecki