Kolejne kraje europejskie - Szwecja, Łotwa, Luksemburg i Słowenia - zdecydowały we wtorek o tymczasowym zawieszeniu wykonywania szczepień przeciw COVID-19 preparatem firmy AstraZeneca. Decyzje mają związek z pojawieniem się zakrzepów u niektórych osób zaszczepionych tą szczepionką.

Koncern AstraZeneca przekonywał, że przegląd danych dotyczących bezpieczeństwa szczepionki nie wykazał, iż podawanie jej zwiększa ryzyko wystąpienia zakrzepów.

Wciąż uważamy, że korzyści z przyjęcia szczepionki zapobiegającej COVID-19 przewyższają ryzyko wystąpienia ewentualnych objawów niepożądanych - oświadczyła szefowa Europejskiej Agencji Leków (EMA) Emer Cooke.

Dodała, że decyzji EMA w sprawie szczepionki AstraZeneca należy się spodziewać w najbliższy czwartek.

Dr Leszek Borkowski, były prezes Urzędu Rejestracji, uważa, że EMA nie przekazała nic, co do tej pory było znane. 

- W 2016 i 2017 roku Europejska Agencja Leków zwróciła uwagę, że osoby używające doustnych środków antykoncepcyjnych narażone są na zwiększone ryzyko choroby zakrzepowo-zatorowej. Dziś mogę powiedzieć, że ta zatorowo-zakrzepowość po hormonalnych środkach antykoncepcyjnych jest prawie 100 razy większa niż w przypadku szczepionki AstraZeneca. Nie słyszałem żeby to wywołało jakieś emocje - skomentował.

- Czasami emocje i polityka powodują zamieszanie, które nie jest potrzebne i nic nie wnosi - dodał dr. Borkowski.

- Leków, które stosujemy, a które powodują chorobę zakrzepowo-zatorową bądź ją uwypuklają, jest wiele. Jesteśmy uczuleni na jedno, a nie zwracamy na drugie. W działaniach niepożądanych są zasady, które mówią, że patrzymy jaka jest częstość. Jeżeli na Covid-19 na milion mieszkańców umiera 1000 osób, a sześć do 10 na niepożądanych odczyn poszczepienny, to jest to nic. Kolejna jest siła tych działań. Trzeba sprawdzić, czy to, co się dzieje po przyjęciu szczepionki, nie jest wynikiem zanieczyszczeń, złej jakości - kontynuował.