Izraelskie samoloty miały przelecieć nad rejonem, w którym swoją bazę mają siły amerykańskie - podał I24News.tv.

Z kolei Reuters cytując agencję SANA podaje, że syryjska obrona powietrzna strąciła część wystrzelonych w kierunku bazy rakiet. Rakiety, które trafiły w cel, miały wyrządzić jedynie szkody materialne.

W kolejnej depeszy Reuters podał, że syryjska obrona przeciwlotnicza trafiła jeden z izraelskich myśliwców biorących udział w nalocie określonym jako "akt agresji".

W maju Izrael przyznał się do przeprowadzenia 9 kwietnia ataku na bazę T-4, w której mieli znajdować się irańscy żołnierze oraz broń pochodząca z Iranu.

Doniesienia o niedzielnym ataku Izraela na bazę T-4 pojawiły się na kilka dni przed spotkaniem premiera Izraela Benjamina Netanjahu z prezydentem Rosji Władimirem Putinem w Moskwie. Obaj przywódcy mają rozmawiać o "rozwoju sytuacji w rejonie Bliskiego Wschodu".

Netanjahu zapowiedział, że podczas spotkania podkreśli, że Izrael "nie będzie tolerował wojskowej obecności Iranu i jego pomagierów w Syrii". Iran, podobnie jak Rosja, wspiera w Syrii siły wierne prezydentowi Baszarowi el-Asadowi.

W ostatnim czasie Izrael przeprowadził prawdopodobnie co najmniej kilka ataków powietrznych na cele w Syrii - celem ataków były składy broni pochodzącej z Iranu.