Centrum amerykańskiej stolicy było wczoraj sparaliżowane. Ulice patrolowały tysiące policjantów, agentów Secret Service i innych służb. Na dwudniowy szczyt atomowy zjechali bowiem do Waszyngtonu przywódcy 46 państw, w tym prezydenci Rosji, Chin i Indii. Eksperci i media podkreślają, że to największy szczyt zwołany przez prezydenta USA od 1945 roku, kiedy Franklin D. Roosevelt zorganizował spotkanie przywódców, na którym proklamowano powstanie ONZ.
[srodtytul]Największa groźba?[/srodtytul]
W stolicy Stanów Zjednoczonych – jedynego państwa, które kiedykolwiek użyło broni jądrowej – politycy zastanawiają się, jak walczyć z rozprzestrzenianiem technologii i materiałów nuklearnych. Prezydent Barack Obama przekonuje, że świat musi się skupić na tym, jak uniemożliwić terrorystom zdobycie materiałów rozszczepialnych.
– Największym zagrożeniem dla bezpieczeństwa USA, zarówno krótko-, średnio-, jak długoterminowym, jest możliwość pozyskania broni nuklearnej przez organizację terrorystyczną – stwierdził amerykański przywódca. Podkreślił, że właśnie to zagrożenie „może zmienić krajobraz bezpieczeństwa” w Ameryce i na całym świecie.
– Gdyby doszło do eksplozji w Nowym Jorku, Londynie czy Johannesburgu, następstwa gospodarcze, polityczne i – w perspektywie – dla bezpieczeństwa byłyby druzgocące – dodał Obama i ostrzegł, że al Kaida oraz podobne jej organizacje terrorystyczne nie zawahałyby się użyć bomby atomowej i próbują taką broń zdobyć.