Reklama
Rozwiń
Reklama

Atomowy szczyt Obamy

Przywódcy głowią się, jak zabezpieczyć atom przed terrorystami

Publikacja: 13.04.2010 03:59

Atomowy szczyt Obamy

Foto: ROL

Centrum amerykańskiej stolicy było wczoraj sparaliżowane. Ulice patrolowały tysiące policjantów, agentów Secret Service i innych służb. Na dwudniowy szczyt atomowy zjechali bowiem do Waszyngtonu przywódcy 46 państw, w tym prezydenci Rosji, Chin i Indii. Eksperci i media podkreślają, że to największy szczyt zwołany przez prezydenta USA od 1945 roku, kiedy Franklin D. Roosevelt zorganizował spotkanie przywódców, na którym proklamowano powstanie ONZ.

[srodtytul]Największa groźba?[/srodtytul]

W stolicy Stanów Zjednoczonych – jedynego państwa, które kiedykolwiek użyło broni jądrowej – politycy zastanawiają się, jak walczyć z rozprzestrzenianiem technologii i materiałów nuklearnych. Prezydent Barack Obama przekonuje, że świat musi się skupić na tym, jak uniemożliwić terrorystom zdobycie materiałów rozszczepialnych.

– Największym zagrożeniem dla bezpieczeństwa USA, zarówno krótko-, średnio-, jak długoterminowym, jest możliwość pozyskania broni nuklearnej przez organizację terrorystyczną – stwierdził amerykański przywódca. Podkreślił, że właśnie to zagrożenie „może zmienić krajobraz bezpieczeństwa” w Ameryce i na całym świecie.

– Gdyby doszło do eksplozji w Nowym Jorku, Londynie czy Johannesburgu, następstwa gospodarcze, polityczne i – w perspektywie – dla bezpieczeństwa byłyby druzgocące – dodał Obama i ostrzegł, że al Kaida oraz podobne jej organizacje terrorystyczne nie zawahałyby się użyć bomby atomowej i próbują taką broń zdobyć.

Reklama
Reklama

Jakie jest ryzyko, że terrorystom się uda? – Prawdopodobieństwo, że w ich ręce dostanie się kompletna bomba atomowa, jest bardzo niewielkie, ponieważ kraje, które mają tego typu broń, przeważnie pilnie jej strzegą – mówi „Rzeczpospolitej” Sharon Squassoni z waszyngtońskiego Centrum Studiów Strategicznych i Międzynarodowych.

Zaznacza, że trzeba jednak starannie chronić dostęp do materiałów radioaktywnych, bo gdyby mimo wszystko dostały się w ręce terrorystów, to konsekwencje byłyby dramatyczne.

Prezydent USA w zeszłym tygodniu pokazał, że można zmniejszać arsenały nuklearne, podpisując z Rosją traktat o redukcji broni strategicznej. Przyjął też nową doktrynę nuklearną Stanów Zjednoczonych, w której wykluczył atak prewencyjny z użyciem bomby atomowej na kraje, które jej nie posiadają, i wstrzymał możliwość przeprowadzania testów atomowych.

Barack Obama, który rok temu ogłosił w Pradze wizję świata bez broni atomowej, nie chce, by waszyngtoński szczyt ograniczył się tylko do mglistych deklaracji. Postawił więc przed uczestnikami spotkania ambitny cel: doprowadzenie w ciągu najbliższych czterech lat do zabezpieczenia przed kradzieżą wszystkich materiałów nuklearnych.

Już na początku szczytu mógł zapisać na swoim koncie pierwszy sukces. Nowy prezydent Ukrainy Wiktor Janukowycz zapowiedział, że jego kraj do roku 2012 pozbędzie się wszystkich swych zapasów wysoko wzbogaconego uranu.

Realizacja ambitnego planu Baracka Obamy może jednak nie być łatwa. Przywódcy nie zgadzają się co do rozmiarów zagrożenia. Według Stanów Zjednoczonych czy Rosji priorytetem powinna być ochrona przed uzyskaniem przez terrorystów broni atomowej.

Reklama
Reklama

Z kolei europejscy politycy bardziej obawiają się użycia tzw. brudnej bomby, bo uzyskać materiały radioaktywne potrzebne do jej wyprodukowania jest łatwiej niż kompletną bombę atomową.

– Rzeczywiście, istnieje różnica zdań między przywódcami państw dotycząca tego, czego terroryści poszukują najbardziej. A materiały radioaktywne, których używa się w medycynie, rolnictwie i przemyśle, są przeważnie gorzej chronione niż arsenały jądrowe – tłumaczy Sharon Squassoni. Jej zdaniem najtrudniejszy do dotrzymania będzie jednak czteroletni termin, jaki wyznaczył Obama.

– Wymaga on przekonania innych państw do tego, że zabezpieczenie arsenałów nuklearnych to rzeczywiście priorytetowa i bardzo pilna sprawa – dodaje.

[srodtytul]Lista nieobecnych[/srodtytul]

Na szczyt atomowy miał przyjechać między innymi premier Donald Tusk. Z powodu katastrofy pod Smoleńskiem szefem polskiej delegacji został nasz ambasador w Waszyngtonie Robert Kupiecki.

Wielkim nieobecnym jest premier Izraela Beniamin Netanjahu. Szef izraelskiego rządu nie przyjechał na szczyt, bo obawiał się, że kraje muzułmańskie podniosą tam kwestię izraelskiego programu nuklearnego.

Reklama
Reklama

Izrael, chociaż jest uznawany za mocarstwo atomowe, nigdy oficjalnie nie potwierdził posiadania arsenału jądrowego i nie ratyfikował traktatu o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej (NPT).

Do Waszyngtonu nie zaproszono przedstawicieli Korei Północnej i Iranu.

[i]-Jacek Przybylski z Waszyngtonu[/i]

Świat
Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 1450
Świat
„Rzecz w tym”: Bad Bunny, MAGA i kryzys Zachodu – pokolenie 30–40-latków buduje własny mit Ameryki
Świat
Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 1449
Świat
Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 1448
Materiał Promocyjny
Historyczne śródmieście Gdańska przyciąga klientów z całego kraju
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama