Reklama
Rozwiń
Reklama

Ameryka: Rasa w centrum uwagi

W sobotę odbędą się demokratyczne prawybory prezydenckie w Karolinie Południowej. To pierwszy stan Południa, w którym zetrą się kandydaci Partii Demokratycznej w tej kampanii (tydzień wcześniej walczyli tam republikanie). Rozmowa Piotra Gillerta z prof. Dawsonem z Chicago, cenionym ekspertem od polityki afroamerykańskiej

Aktualizacja: 25.01.2008 19:22 Publikacja: 25.01.2008 17:42

Charleston, Płd. Karolina: Obama podczas spotkania z 'okrągłym stołem' kobiet

Charleston, Płd. Karolina: Obama podczas spotkania z 'okrągłym stołem' kobiet

Foto: AFP

Ponad połowę demokratycznego elektoratu w Karolinie Południowej stanowią Afroamerykanie. To dla dużej rzeszy czarnych wyborców pierwsza okazja do wypowiedzenia się w kluczowej kwestii: Kto ma zdobyć nominację demokratyczną w tegorocznych wyborach, Hillary Clinton czy Barack Obama? Sondaże wskazują na wyraźną przewagę Obamy.

Na ile rasa jest ważna w tych wyborach?

prof. Michael Dawson:

Nie ulega najmniejszej wątpliwości – jest to poparte obszerną literaturą naukową z ostatnich kilkudziesięciu lat że rasa stanowi niezwykle istotny czynnik wpływający na zachowania amerykańskich wyborców i na kształtowanie opinii publicznej. Dzieje się tak nawet wtedy, gdy w wyborach nie startuje żaden czarnoskóry kandydat. A ponieważ teraz pierwszy raz mamy w wyborach czarnego kandydata mającego szansę nie tylko zdobycia nominacji prezydenckiej, ale nawet zwycięstwa w wyborach, to rasa znajduje się w samym centrum tej kampanii. Chyba szczególnie kampanii demokratów, choć kandydaci starają się otwarcie o tym nie mówić. Myślę, że w miarę jak głosować będą kolejne stany o bardzo zróżnicowanym składzie etnicznym – Kalifornia, Nowy Jork, New Jersey czy stany południa Ameryki – rasa będzie odgrywać coraz istotniejszą rolę.

W latach 80. inny czarny kandydat Jesse Jackson właściwie od startu nie miał szans na zwycięstwo. Dlaczego z Obamą jest inaczej?

Reklama
Reklama

W ostatnich 20 latach w Ameryce, szczególnie wśród mło- dzieży, wzrosła akceptacja dla zróżnicowania etnicznego i rasowego. A zróżnicowanie to dramatycznie wzrosło z powodu imigracji. USA są dziś w znacznie mniejszym stopniu krajem o korzeniach europejskich niż jeszcze w latach 80.Poza tym Jackson i Obama to bardzo różni politycy. Jackson wywodził się z ruchu praw obywatelskich i był mocno na lewo od pozostałych kandydatów. Otwarcie podkreślał, że jest kandydatem afroamerykańskim prowadzącym historyczną walkę o pierwszą w dziejach USA afroamerykańską prezydenturę. Obama w większości wystąpień w ogóle nie nawiązuje do swej rasy, podkreśla, że wszyscy Amerykanie to jeden naród. Pod względem poglądów jest znacznie bliżej środka spektrum niż Jackson. Ale to Jackson był bardziej typowym czarnym kandydatem, bo czarni wyborcy tradycyjnie stanowią najbardziej liberalny (w amerykańskim sensie tego słowa – red.) segment elektoratu. Pod wieloma względami bliżej im do europejskich socjaldemokratów niż do innych nurtów na amerykańskiej scenie politycznej. Jacksonowi było trudno odwoływać się do umiarkowanego, centrowego elektoratu. Obama nie ma takiego problemu.

Jak Afroamerykanie postrzegają jego kandydaturę?

Do niedawna należeli do najbardziej sceptycznych grup społecznych, jeśli chodzi o ocenę jego szans na zwycięstwo w prawyborach i wyborach powszechnych. Wielu wciąż ma takie wątpliwości. Poza tym dla wielu problemem są jego centrowe przekonania – to samo zresztą niepokoi ich u Hillary Clinton.

Jest jeszcze jeden problem: pojawiają się coraz częściej pytania, czy rodowód Obamy upoważnia go do identyfikowania się z większością głosujących Afroameryka-nów. Chodzi nie tylko o to, że został wychowany w białej rodzinie, przez matkę i dziadków, ale też o to, że jego ojciec był afrykańskim imigrantem, a nie Afroamerykaninem.

W jaki jeszcze sposób rasa kandydatów będzie wpływać na te wybory?

Na wiele sposobów. Poczynając od wojny domowej w XIX wieku, partia, która była bardziej kojarzona z Afroamerykanami (najpierw republikanie, a od drugiej połowy XX wieku – demokraci), była w gorszej sytuacji, bo kojarzonoją z interesami czarnych. Wielu białych wyborców uważało i wciąż uważa, że głosowanie na taką partię jest nie do pogodzenia z ich własnym interesem. Poza tym z badań, jakie przeprowadzaliśmy, wynika wyraźnie, że czarnoskórzy kandydaci są postrzegani przez białych wyborców jako znacznie bardziej lewicowi, niż są w rzeczywistości, a przez to mniej atrakcyjni. Dotyczyć to może także Baracka Obamy.Inna ważna kwestia to rosnąca populacja Latynosów w Ameryce i napięcia między nimi a czarnymi. Choć istnieją w historii przypadki współpracy, na przykład między Portorykańczykami a czarnymi w Chicago, to już na Florydzie panuje niezmiennie wrogość między Afroamerykanami a znacznie bardziej konserwatywnymi Kubańczykami. Tarcia z Meksykanami mają z kolei zwykle podłoże ekonomiczne, dotyczą konkurencji na rynku pracy. Dlatego latynoscy wyborcy mogą być dość niechętni wobec Obamy, co zresztą było widoczne podczas prawyborów w Nevadzie.

Reklama
Reklama

Jak wytłumaczyć popularność Clintonów wśród czarnych wyborców?

Bill Clinton ma na koncie wiele inicjatyw skierowanych do czarnych. Zarówno symbolicznych, np. stworzenie komisji ds. rasy, jak i konkretnych, np. wprowadzenie ustaw, które pozwoliły wielu Afroamerykanom osiągnąć poziom zamożności, jakiej nigdy wcześniej nie zaznali. Stąd duża popularność Clintonów.

Kto więc zdobędzie więcej głosów wśród czarnych – Clinton czy Obama?

Mimo wszystko – Obama.

Świat
Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 1450
Świat
„Rzecz w tym”: Bad Bunny, MAGA i kryzys Zachodu – pokolenie 30–40-latków buduje własny mit Ameryki
Świat
Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 1449
Świat
Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 1448
Materiał Promocyjny
Historyczne śródmieście Gdańska przyciąga klientów z całego kraju
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama