W piątek przedstawiciele resortu spraw wewnętrznych i firm telekomunikacyjnych podpisali porozumienie w tej sprawie.
Chodzi o to, aby służby ratownicze, m.in. straż pożarna bądź pogotowie, mogły zidentyfikować miejsce, z którego wykonano połączenie w przypadku, gdy dzwoniący nie jest w stanie sam tego określić. Obecnie, by to ustalić, dyspozytor, np. pogotowia, musi skontaktować się najpierw z danym operatorem.
– I dopiero wtedy udaje się określić miejsce, z którego wykonywane jest połączenie – mówi podsekretarz stanu z Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji Witold Drożdż. – System działający do tej pory niepotrzebnie wydłużał czas udzielenia pomocy poszkodowanym. A często minuty decydują o czyimś życiu.
Jak dokładnie będzie działało wprowadzane rozwiązanie?
– Zgłoszenie od osoby dzwoniącej na numer 112 będzie odbierane przez dyspozytora, następnie ten wejdzie na witrynę internetową danego operatora i dzięki temu namierzy, skąd dokładnie dzwoni poszkodowany – wyjaśnia Witold Drożdż.
Rozwiązanie, które zacznie obowiązywać za kilka miesięcy, jak przyznają sami urzędnicy, jest tylko tymczasowe.
– Dopiero w 2010 roku uruchomimy we wszystkich województwach centra powiadamiania ratunkowego, w których będą odbierane zgłoszenia od osoby dzwoniącej na numer alarmowy. Obecnie odbierane są one przez dyspozytorów straży pożarnej bądź policji – mówi Drożdż.
Wprowadzanie nowego systemu nie oznacza likwidacji numerów alarmowych, takich jak 997, 998 i 999.
Takie rozwiązanie ma przekonać unijnych urzędników do nienakładania na nas kary za opieszałość we wprowadzaniu systemu alarmowego. W grudniu zeszłego roku Komisja Europejska pozwała nas do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości w Strasburgu.
W przypadku niekorzystnego dla Polski wyroku będziemy musieli zapłacić trzy tysiące euro kary za każdy dzień zwłoki od momentu naszego wejścia do UE. W momencie pozwania Polski do Trybunału kwota ewentualnej kary była wyliczona na ponad dwa miliony euro. O wprowadzaniu obecnych rozwiązań urzędnicy z resortu spraw wewnętrznych na bieżąco będą informować przedstawicieli Unii.
Podobne zarzuty jak Polsce postawiono Łotwie.