Natascha Kampusch, najbardziej znana ofiara porwania w historii Austrii, zamierza zaskarżyć rząd do Trybunału w Strasburgu. Opozycja mówi o skandalu na miarę Watergate, a koalicyjna Austriacka Partia Socjaldemokratyczna (SPÖ) domaga się dymisji szefa MSW Günthera Plattera.
Szef Klubu Parlamentarnego SPÖ Josef Cap zapowiedział powołanie w tej sprawie specjalnej komisji parlamentarnej. Zareagowała nawet skrajnie prawicowa Austriacka Partia Wolności (FPÖ). Jej szef Hans Christian Strache otwarcie mówi o „zagrożeniu austriackiej demokracji”.
Wszystko za sprawą policyjnych akt, które ujawnił Peter Pilz, rzecznik opozycyjnej partii Zielonych. Jej szef Alexander van der Belle zdobył tajne dokumenty dowodzące, że austriackie organy ścigania zlekceważyły otrzymane informacje i nie wykorzystały możliwości odnalezienia uprowadzonej. W efekcie spędziła w rękach porywacza osiem lat.
Co więcej, szef Ministerstwa Spraw Wewnętrznych Günther Platter dowiedział się o całej sprawie w 2006 roku, ale utajnił te materiały, gdyż mogły być niewygodne dla jego Austriackiej Partii Ludowej (ÖVP). Nadchodziły bowiem jesienne wybory parlamentarne i obawiano się, że afera mogłaby wpłynąć na wyborców.
Z dokumentów wynika, że policja wpadła na trop porywacza dziewczynki Wolfganga Prokopila niemal natychmiast po uprowadzeniu w marcu 1998 roku. Już 14 kwietnia detektywi wiedzieli, że Prokopil mieszka w miejscowości Strasshof koło Gasendorfu, w pobliżu Wiednia. Obserwowano nawet mercedesa, którym uprowadził dziesięcioletnią wówczas dziewczynkę.