Reklama
Rozwiń
Reklama

Zbawca Kenii mieszka w Ameryce

Obamomania: Kenijczycy pokładają w Obamie wszystkie swoje nadzieje i pragnienia. Stał się dla nich superbohaterem, który zbawi świat. Tylko nieliczni nie spodziewają się cudu.

Aktualizacja: 20.01.2009 17:42 Publikacja: 20.01.2009 15:58

Kenijskie kobiety w Kisumu

Kenijskie kobiety w Kisumu

Foto: AFP

Boniface jest dziś dumny, bo ma na sobie dżinsy z amerykańskich darów. Kiedy pytam, o czym marzy, 12-letni pastuszek nie waha się ani chwili: – Chciałbym żyć w Ameryce, tam jest super. Tam jest Obama!

A tu, na wsi? Tu jest bieda, busz i stado kóz, którym opiekuje się razem z najlepszym kumplem. Dał mu w dowód przyjaźni drogocenny prezent. Boniface wskazuje na głowę kolegi. Zdobi ją kolorowa opaska z napisem „Obama”. Obaj są sierotami, stracili domy w zamieszkach przed rokiem. Ich wyobrażenie o Ameryce sprowadza się do zawartości paczek przysyłanych przez organizacje charytatywne i coca-coli sprzedawanej w sklepie, którego ścianę także zdobi kalendarz z Obamą.

[srodtytul]Narodowy uniform[/srodtytul]

W Nairobi nowy amerykański prezydent, którego ojciec był Kenijczykiem, jest wszechobecny. Okładki gazet z jego zdjęciami leżą na chodnikach jak dywany, kioskarze oferują też zbiory przemówień, broszury, zachowali nawet stare wydanie miesięcznika „New African” ze szczegółową biografią polityka. Z uwagi na utrzymujący się popyt cena magazynu została bez zmian.

Obama spogląda na przechodniów z okien wystawowych – księgarnie promują „Odwagę nadziei”, sklepy oferują zdobione jego wizerunkiem czapki, koszulki i kangi, czyli tradycyjne kenijskie chusty. – To nasz nowy narodowy uniform – śmieje się mężczyzna, który przyszedł z żoną na spacer do parku Uhuru. W jego centrum swój interes rozłożył Charles. Drewniana skrzynia jest wypchana zdjęciami czarnoskórego polityka – z rodziną, solo, w garniturze i na sportowo. Najlepiej sprzedaje się to na tle amerykańskiej flagi. Ludzie oprawiają je w ramki i wieszają w domach. – W dniu wyborów rozeszło się 4,5 tysiąca fotografii. Każda kosztowała półtora dolara. Teraz sprzedaję 40 dziennie, ale to wciąż dobry biznes.

Reklama
Reklama

Charles jest przekonany, że Obama wywoła globalne trzęsienie ziemi: – Na całym świecie rządzą ci sami, czyli starzy, ludzie. Jego prezydentura otworzy drzwi nowym politykom.

[srodtytul]Długa lista życzeń[/srodtytul]

Podobne nadzieje mają inni Kenijczycy. Uważają, że Obama odmieni ich życie. Nie potrafią tylko opisać jak. I choć wiedzą, że urodził się na Hawajach, a rządził będzie Stanami Zjednoczonymi, traktują go jak swojego, mówią o nim „brat”.

– Nie znam nikogo przy zdrowych zmysłach, kto nie pękałby z radości – uśmiecha się Ahmed, 23-letni student socjologii. – Przecież Obama zmieni w Kenii wszystko, zabierze nas gdzieś. Nasi rządzący interesują się tylko plemionami, z których pochodzą, a teraz mamy światowego bohatera, politycznego geniusza. Możemy go podziwiać, być tacy jak on. Yes, we can!

– Obama jest stąd, to Kenijczyk. Chcę, żeby nas częściej odwiedzał i zainwestował w technologiczny rozwój kraju – oznajmia 20-letni Omar tak, jakby był pewien, że jego życzenia spełnią się lada dzień. – Niech przyjedzie i zlikwiduje wszystkie podziały etniczne! – dorzuca jego kolega. Czeka też na rychłe zakończenie wojen w Iraku, Afganistanie i pojednanie chrześcijan z muzułmanami.

– Panie prezydencie, chcę, żeby pan zmienił mój kraj i cały świat – 19-letnia Amina nachyla się nad mikrofonem i mówi uroczyście, jakby rozmawiała z samym Obamą. Nie lubiła George’a W. Busha, bo – jak zapewnia – bezustannie zdradzał jej braci muzułmanów. A poza tym w głowie miał tylko wojnę. Dlatego po Obamie Amina spodziewa się czegoś przeciwnego: – Mógłby pan zaprowadzić pokój, poprawić nasze szkolnictwo, wzmocnić prawa kobiet. Nie liczymy, że uda się natychmiast, może za rok albo dwa?

Reklama
Reklama

[b]Kupcie naszą kawę[/b]

Trzeźwości w ocenach i umiaru w oczekiwaniach brakuje nie tylko kenijskiej ulicy, ale nawet poważnym publicystom. W komentarzach dominuje zachwyt i przekonanie, że wraz z prezydenturą Obamy Kenia i Afryka wkroczą w nową epokę. Tylko autor dziennika „Daily Nation” pozwolił sobie na negatywną konstatację – stwierdził, że sukces Obamy to skutek zagranicznych studiów jego ojca. I że w Kenii ani Obama senior, ani jego syn nie mieliby szansy się rozwijać. Podobnie jak tysiące młodych, których brak perspektyw zmusza do wyjazdu. Ci, którzy zostają w kraju z jednym renomowanym uniwersytetem, nie mogą liczyć na staże, stypendia. Marzą, że amerykański prezydent ich zauważy. – Ponieważ jestem czarny i mieszkam w Afryce, wiele spraw jest dla mnie niedostępnych – mówi Masese, absolwent farmacji Uniwersytetu Nairobi. Ma 31 lat, właśnie odebrał dyplom. – Oczekuję, że Obama usunie te nierówności, da Afryce należne miejsce w międzynarodowych relacjach politycznych i ekonomicznych.

Nieco młodsza Clarice, świeżo upieczona doktor medycyny, nie chce od Amerykanów jałmużny, lecz konkretów: – Niepotrzebne nam bezzwrotne pożyczki, tylko programy rozwojowe, przede wszystkim oferty pracy.

Charles, doświadczony biznesmen, jest równie kategoryczny: – Chcemy otwarcia rynku. Mamy do sprzedania tony herbaty, kawy, świeżych owoców... Ale jak możemy konkurować z innymi, skoro nie ma nawet bezpośrednich lotów z Nairobi do USA?

Tylko Eliud, początkujący dziennikarz, niczego się po prezydencie nie spodziewa: – Gdybym mógł go o coś prosić, powiedziałbym, żeby nie zapomniał o obietnicach złożonych w kampanii. Żeby nas nie zawiódł.

Świat
Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 1454
Świat
Tym otruto Aleksieja Nawalnego. Czym jest toksyna żaby drzewołazowatej?
Świat
Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 1453
Świat
Islam w Europie, brutalna diagnoza. Europejski laicyzm przegrywa?
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama