Reklama
Rozwiń
Reklama

Pekin wysyła wojska do Tybetu

Chińskie władze zamierzają nie dopuścić do upamiętnienia krwawo stłumionego buntu

Aktualizacja: 10.03.2009 07:16 Publikacja: 09.03.2009 19:47

– W sposób zdecydowany przeciwstawimy się kryminalnym działaniom na tybetańskim pograniczu, zagrażającym suwerenności i władzom Chin – zapowiedział komisarz partyjny Departamentu Kontroli Granicznej w Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego Fu Hongyu. W ten sposób władze w Pekinie próbują dać tybetańskiemu rządowi na uchodźstwie wyraźny sygnał: nie próbujcie wykorzystywać tej rocznicy do podsycania kolejnych buntów.

Dokładnie pół wieku temu, 10 marca 1959 roku, w Tybecie rozpoczęło się antychińskie powstanie krwawo stłumione przez Chińską Ludową Armię Wyzwoleńczą. Próbujący wcześniej koegzystować z chińskimi władzami Dalajlama uciekł do Indii i do dziś kieruje emigracyjnymi władzami.

Od czasu zeszłorocznych rozruchów, które przysporzyły Pekinowi wiele kłopotów na arenie międzynarodowej, zarówno w Tybecie, jak i w zamieszkanych przez Tybetańczyków rejonach sąsiednich prowincji panuje napięta atmosfera.

Zagraniczni dziennikarze mają utrudniony wjazd do Tybetu. Jak jednak donosi agencja Reuters, do zamieszkanego przez tybetańską większość miasta Kangding w prowincji Syczuan ściągnięto oddziały prewencyjne, które w pełnym uzbrojeniu patrolowały wczoraj ulice. W sąsiadującej z Dachem Świata prowincji Qinghai doszło w poniedziałek do dwóch eksplozji – wysadzono w powietrze wozy policyjny i strażacki. Jak wyjaśniają media w Pekinie, nikt nie zginął, a przyczyną był spór o drewno między tybetańską ludnością i lokalnymi władzami.

Chińskie władze zarzucają Dalajlamie, że próbuje podburzać rodaków do buntu.

Reklama
Reklama

– Wrogie siły mogą próbować wywołać nieco zamieszania, ale ich zamiary nie mają szans powodzenia – oświadczył komisarz partyjny policji w Tybecie Kang Jinzhong. Jak powiedział Kang agencji prasowej Xinhua, „społeczeństwo tybetańskie jest obecnie niezwykle stabilne”.Zachodni obrońcy praw człowieka uważają jednak, że stabilność tę Pekin osiągnął, prześladując Tybetańczyków.

Jak wynika z nowego raportu Amnesty International, około 1400 osób zatrzymanych po zamieszkach sprzed roku wciąż pozostaje w więzieniach. Według tej organizacji władze ostrzegły chińskich prawników, by nie podejmowali się obrony tybetańskich demonstrantów. Ograniczony dostęp do nich mają też eksperci praw człowieka z ONZ.Przed rokiem Pekin oświadczył, że gotów jest podjąć dialog z rządem Dalajlamy w indyjskiej Dharamsali. Kolejne rundy spotkań niewiele jednak dały.

– Stanowiska obu stron są tak odległe od siebie, że w bliższej perspektywie raczej nie ma co liczyć na porozumienie – mówi „Rzeczpospolitej” sinolog z waszyngtońskiego Brookings Institution Cheng Li. Dalajlama, który podkreśla, że nie chce niepodległości swej ojczyzny, lecz jedynie autonomii, domaga się na przykład wycofania chińskich wojsk z obszarów zamieszkanych przez Tybetańczyków, co dla Pekinu jest całkowicie nie do przyjęcia.

Co więcej, zdecydowana większość chińskiego społeczeństwa jest stanowczo przeciwna jakimkolwiek ustępstwom w sprawie Tybetu.

Świat
Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 1454
Świat
Tym otruto Aleksieja Nawalnego. Czym jest toksyna żaby drzewołazowatej?
Świat
Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 1453
Świat
Islam w Europie, brutalna diagnoza. Europejski laicyzm przegrywa?
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama