Dymisja Dino Boffo, redaktora naczelnego dziennika włoskich biskupów „Avvenire”, wywołała burzę protestów. Episkopat mówi o oburzającym ataku medialnym, a lewicowa prasa oskarża Silvio Berlusconiego o faszystowskie metody niszczenia ludzi. Wszystko dlatego, że skandal wokół Boffo rozpętał dziennik „Il Giornale” należący do brata premiera.Naczelny „Il Giornale” Vittorio Feltri tłumaczy, że jako dziennikarz „musiał opublikować skrzętnie ukrywaną do tej pory informację o tym, że znana osoba życia publicznego została skazana za molestowanie na tle seksualnym”. Pyta przy okazji, dlaczego czujący się ofiarą nagonki Boffo nie wyjaśnił okoliczności skandalu. Feltri nie wyjaśnił jednak, dlaczego oprócz wyroku opublikował szkalujący Boffo anonim.

Włoscy watykaniści zgodnie twierdzą, że o dymisji Boffo, za którym murem stanął włoski episkopat, zdecydował sam Benedykt XVI. Ma to świadczyć o tym, że Boffo nie był do końca „czysty” oraz o konflikcie między Watykanem a włoskim episkopatem, coraz bardziej wspierającym lewicową opozycję.

Zbyt ostry stosunek „Avvenire” do Berlusconiego i decyzji jego rządu w zeszłym tygodniu skrytykował naczelny watykańskiego „L’Osservatore Romano” Giovanni Maria Vian.Dla włoskich elit i opozycji dymisja Boffo to kolejny dowód na to, że Berlusconi chce zakneblować usta swoim krytykom. W związku z tym, że premier wytoczył cywilny proces o zniesławienie dziennikom „La Repubblica” i „L’Unita”, już 230 tysięcy osób podpisało się pod petycją o ratowanie niezależnej prasy. Związek dziennikarzy zapowiedział nawet strajk generalny. A adwokat Berlusconiego pyta, gdzie byli ci ludzie, gdy podobne procesy, i o większe pieniądze, wytaczali „ll Giornale” premierzy Romano Prodi i D’Alema.

Włoskie autorytety wyrażają nadzieję, że po dymisji Boffo dziennikarze wreszcie się opamiętają i przestaną zaglądać sobie do sypialni. Natomiast kolorowe pisma wiele obiecują sobie po procesie, w którym Berlusconi, by wygrać, musi udowodnić, że do osiągnięcia erekcji nie potrzebuje zastrzyków, jak utrzymuje dziennik „L’Unita”.

[i]Piotr Kowalczuk z Rzymu[/i]