Po krótkim okresie względnego spokoju – wywołanym monsunowymi deszczami – żądni wrażeń i łupów piraci wyruszyli na wody Zatoki Adeńskiej. Tym razem jednak również marynarze napadanych przez nich statków postanowili, że nie sprzedadzą tanio skóry. W efekcie doszło do kilku bitew morskich i potyczek.
Pierwsza konfrontacja miała miejsce kilka dni temu, gdy morscy rozbójnicy zaatakowali tankowiec pod banderą Wysp Dziewiczych. Jego załoga, składająca się z Koreańczyków, stawiła opór. Podczas walki kierujący obroną kapitan został trafiony kilkoma kulami. Lepiej uzbrojeni piraci zdobyli jednostkę, a dziś ogłosili, że oficer umarł w wyniku odniesionych ran.
To pierwszy taki przypadek od bardzo dawna. Do tej pory porwania statków u wybrzeży Somalii na ogół kończyły się bezkrwawo. Załogi nie stawiały oporu, a statki – po zapłaceniu okupu – były zwalniane po kilku tygodniach. Jednak od pewnego czasu marynarze postanowili się bronić.
Na pokładach niektórych jednostek, na przykład „Maersk Alabama” z USA, umieszczono ochroniarzy. W przypadku amerykańskiego statku decyzja ta okazała się trafna. Zaatakowana w kwietniu „Alabama” (porwano wówczas jej kapitana) dziś znowu znalazła się w pobliżu Somalii i znów została zaatakowana przez piratów!
Na ogień pirackich AK-47 ochroniarze także odpowiedzieli ogniem. Użyli również specjalnego „działa dźwiękowego”, które powoduje potworny ból w bębenkach uszu przeciwnika. W ten sposób uniemożliwili dokonanie abordażu i „Alabama” mogła kontynuować rejs.