Nie jest przesądzone, że król przyjmie rezygnację gabinetu, bo obawia się destabilizacji kraju, który stoi przed koniecznością walki z kryzysem gospodarczym, a do tego za nieco ponad dwa miesiące przejmuje rotacyjne przewodnictwo w Unii Europejskiej. W ciągu najbliższych dni przez dwór królewski przewinie się korowód szefów partii – Albert II będzie wzywał ich na konsultacje.
Upadek rządu jest efektem wycofania się z koalicji rządowej Open Vld – partii flamandzkich liberałów. Zareagowali oni w ten sposób na niechętne podejście pozostałych do forsowania reformy okręgów wyborczych, dającej większe prawa Flamandom. Poddana pod głosowanie, taka reforma mogłaby zostać zaakceptowana w parlamencie, bo Flamandowie stanowią tam większość. Jednak rząd, wbrew stanowisku liberałów, postanowił nie forsować rozwiązań podważanych przez frankofońską wspólnotę językową.
Obecny kryzys rządowy jest kolejnym w całej serii upadków i zmian rządów w Belgii w tej kadencji parlamentu, która trwa od czerwca 2007 roku. Wybory wygrała wtedy partia flamandzkich chadeków, którym przewodził Yves Leterme. I to on został desygnowany na premiera. Dwukrotnie podawał się do dymisji nie mogąc sformować rządu, potem jeszcze dwukrotnie już będąc na czele gabinetu. Za czwartym razem jego rezygnacja została przyjęta, bo oskarżono go o wpływanie na decyzje sądu dotyczące sprzedaży bankrutującego banku Fortis. W wyniku transakcji belgijska instytucja została przejęta przez francuski BNP Paribas, a straty ponieśli drobni akcjonariusze.
Ster rządów przejął wtedy dużo skuteczniejszy Herman Van Rompuy. Ale od grudnia 2009 roku ten polityk jest przewodniczącym Rady Europejskiej. Na stanowisko premiera wrócił więc Leterme. Po pięciu miesiącach urzędowania znów składa dymisję.