Prokuratura w Hanowerze bada nowe zarzuty dotyczące jego udziału w masakrach na Lubelszczyźnie 3 i 4 listopada 1943 roku. Steidtmann był w tym czasie dowódcą batalionu policyjnego 101., który dokonał licznych zbrodni w Józefowie, Kocku, Łomazach i wielu innych miejscowościach tego regionu w ramach akcji „Erntefest” (Dożynki).
O zbrodniach tej jednostki pisał Daniel Goldhagen w książce „Gorliwi kaci Hitlera”. Przeciwko Steidtmannowi toczyło się już śledztwo w latach 60., jednak zostało umorzone z powodu braku dowodów winy. Zarzucano mu wtedy także zbrodnie w trakcie tłumienia powstania w getcie warszawskim.
Erich Steidtmann udowadniał, że w czasie pacyfikacji Lubelszczyzny był na urlopie. Dziennikarze „Süddeutsche Zeitung” natrafili jednak niedawno na list esesmana z 31 października 1943 r., który wysłał pocztą polową z miejsca, gdzie stacjonował jego oddział. Według zgodnej opinii specjalistów dowódca batalionu nie mógł być na urlopie trzy dni przed pacyfikacją polskich wiosek.
Trzy lata temu Steidtmann domagał się sądownie wycofania z księgarń wspomnień jego przyjaciółki z czasów wojny, która opisywała, że jej ukochany miewał koszmarne sny związane z charakterem jego służby w Polsce. Chociaż nie wymieniła w swojej książce nazwiska przyjaciela, Erich Steidtmann uznał, że musi bronić swojego „dobrego imienia”.