Reklama

Pośmiertne wygnanie Orlanda Zapaty

Rodzina dysydenta, którego śmierć wstrząsnęła światem, emigruje na Florydę. Matka zabrała ze sobą jego prochy

Publikacja: 09.06.2011 20:44

Orlando Zapata Tamayo

Orlando Zapata Tamayo

Foto: AFP

Orlando Zapata zmarł 23 lutego 2010 roku w wieku 42 lat po 86 dniach głodówki. Odbywający wyrok 36 lat pozbawienia wolności dysydent protestował przeciw warunkom odbywania kary przez niego i innych więźniów politycznych.

Jego śmierć zwiększyła presję na reżim, by wypuścił na wolność osoby skazane za poglądy. Trwająca 135 dni głodówka innego dysydenta Guillerma Farinasa zmusiła władze w Hawanie do podjęcia rozmów z Kościołem katolickim i rządem Hiszpanii na temat rozwiązania sprawy więźniów. W efekcie wolność odzyskało ponad 100 osób skazanych z przyczyn politycznych. Bliscy Orlanda Zapaty musieli jednak zapłacić wysoką cenę za to, że świat uznał go za męczennika. Najbardziej ucierpiała matka dysydenta Reina Luisa Tamayo.

Za każdym razem, gdy starsza pani mieszkająca w Banes (prowincja Holguin na wschodzie Kuby) wybierała się na mszę za duszę syna lub na jego grób, mogła być pewna, że przeszkodzą jej w tym prawomyślni obywatele, czyli agenci bezpieki udający przechodniów.

– To osoba w podeszłym wieku. Bardzo schorowana. Tymczasem była bita, szarpana, wleczona po ziemi, nasyłali na nią hołotę z rurami, pałkami, kijami bejsbolowymi – opowiadał „Rz" niezależny dziennikarz Juan Carlos Herrera Acosta, skazany w 2003 na 20 lat więzienia, uwolniony w sierpniu zeszłego roku i deportowany do Hiszpanii. Przez jakiś czas siedział w jednym zakładzie z Zapatą.

– Spędziliśmy trzy lata obok siebie. Aż go zabrali na śmierć do więzienia Kilo 8 w Camaguey, najgorszego na półkuli zachodniej. Tam wojskowi nie myślą, tylko biją – mówił Herrera Acosta. Reina Luisa pewnie zniosłaby prześladowania, bo po śmierci Orlanda pokazała, że nie brak jej odwagi. Oskarżyła reżim o zamordowanie syna. „Skończyli z nim. Udało im się osiągnąć to, co chcieli. Zamknęli usta bojownikowi o prawa człowieka" – mówiła amerykańskiej gazecie „El Nuevo Herald". Zdecydowała się jednak na wygnanie, bo drżała o życie pozostałych dzieci i wnuków. – Nie zniosłabym uwięzienia czy maltretowania któregokolwiek z nich – mówiła, szykując się do opuszczenia kraju na zawsze.

Reklama
Reklama

Emigruje z całą rodziną: mężem, czworgiem dzieci, ich małżonkami oraz wnukami. W sumie z 12 osobami, a właściwie 13, bo zabiera ze sobą także Orlanda. Media obiegło zdjęcie matki niosącej przed sobą jak relikwie maleńką drewnianą skrzyneczkę z prochami syna okrytą białą serwetką. To był jej warunek: wyjedzie z nim albo zostaje. Reżim wolał się pozbyć męczennika i jego niepokornej matki. Żywi dostali więc zezwolenie na wyjazd, a zmarły został ekshumowany. Szczątki przewieziono do Hawany i tam je skremowano. Rodzinie Orlanda pozostało już tylko udać się na lotnisko i czekać na samolot. Wiedzieli, że wylot nastąpi w czwartek, ale nie mieli pojęcia, o której godzinie. Bez względu na porę dnia czy nocy, o której bliscy i prochy Orlanda dotrą do Miami, mogli być pewni, że zostaną powitani jak bohaterowie.

Świat
Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 1456
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Świat
Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 1455
Świat
Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 1454
Świat
Tym otruto Aleksieja Nawalnego. Czym jest toksyna żaby drzewołazowatej?
Materiał Promocyjny
Ikona miejskiego stylu życia w centrum Gdańska
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama