Doktor James Reilly, minister zdrowia od 2011 roku, jako kraj wolny od tytoniu określił taki stan, w którym mniej niż pięć procent populacji pali papierosy.
Ogłoszony przez niego plan opracowała Tobacco Policy Review Group, składająca się z 12 urzędników z irlandzkiego Ministerstwa Zdrowia, Irish Health Service Executive ( HSE) oraz Narodowego Urzędu Kontroli Tytoniu.
Plan "The Tobacco Free Ireland" zakłada, że sześćdziesiąt opracowanych przez grupę zaleceń ma znacznie ograniczyć liczbę palaczy w ciągu najbliższych 12 lat. Tytoń ma być nadal dostępny, ale znacznie wzrośnie jego cena. Ograniczona też zostanie radykalnie liczba miejsc, w których będzie można kupić papierosy. Nielegalne staną się na przykład samoobsługowe automaty z papierosami.
Plan zawiera również kilka zaleceń, które mają sprawić, że w Irlandii nastąpi "denormalizacja" palenia tytoniu.
Szacuje się, że obecnie 22 procent osób powyżej 15 roku życia regularnie pali papierosy. Według ministra zdrowia jest główną przyczyną możliwych do uniknięcia zgonów w Irlandii.
- Każdego roku co najmniej 5 tysięcy 200 osób umiera z tego powodu - podkreśla dr Reilly. - Oznacza to, że palenie papierosów jest przyczyną jednego na pięć zgonów.
Irlandia była pierwszym krajem, który w 2004 roku całkowicie zakazał palenia w miejscach pracy, łącznie z klubami i pubami. Sukces tego zakazu określany jest na 97 procent, a szacunkowa liczba zgonów, którym udało się w ten sposób zapobiec, wynosi 3726.
Moralnie zły zakaz
W odpowiedzi na zapowiedź kolejnych zakazów rzecznik grupy palaczy Forest Éireann, stwierdził, że planowane zakazy byłyby "moralnie złe". W jego opinii spowodowałoby to piętnowanie konsumentów legalnego produktu, z którego korzystają setki tysięcy ludzi w całym kraju.
- Palacze przynoszą kasie państwa ogromne pieniądze, kupując produkt wysoko opodatkowany przez władze - podkreślił rzecznik. - Ta planowana "denormalizacja" spowoduje tylko powiększenie czarnego rynku - dodał.