Sobotnie czystki w wykonaniu prezydenta Białorusi objęły 17 wyższych urzędników państwowych, w tym premiera, ministrów, szefową banku centralnego, szefów lokalnych administracji, a także wielu szefów państwowych przedsiębiorstw. Prawdziwa rewolucja kadrowa, której znaczenie merytoryczne jest niewielkie. Po prostu jedna ekipa została pozbawiona stanowisk , które przejęli inni ludzie prezydenta Łukaszenki.
Dymisję otrzymał premier Michaił Miasnikowicz po czterech latach wiernej służby. Na czele odnowionego rządu stanął dotychczasowy szef prezydenckiej administracji Andrej Kabiakou, którego zastąpi Alaksandr Kosiniec, dotychczasowy gubernator obwodu witebskiego. Nowych ministrów ma także resort gospodarki (Uładzimir Zinowski) oraz podatków (Sergiej Naliwajko). To od nich w pierwszym rzędzie, a także od nowego szefa banku centralnego (Paweł Kałłaur) oczekuje prezydent działań mających ustabilizować coraz bardziej skomplikowaną sytuację gospodarczą.
Jaka jest, świadczą kolejki ustawiające się pod punktami wymiany walut. Białoruski rubel stracił w tym roku połowę swej wartości. Widząc, co dzieje się w Rosji, obywatele starają się uratować swe oszczędności, wymieniając je na waluty. Mimo wprowadzonego kilka dni temu 30-proc. podatku od transakcji walutowych. Oficjalnie kurs wymiany się przy tym nie zmienił. Władze zablokowały przed tygodniem niektóre strony internetowe zajmujące się informacjami gospodarczymi. Od soboty nie można dokonywać zakupów internetowych w kilkunastu sklepach. Zostały wyłączone, gdyż podniosły ceny lub też podawały je w dolarach. Takie praktyki zostały już wcześniej zakazane.
– Największe niebezpieczeństwo to gospodarka. To największa obecnie sfera odpowiedzialności – ogłosił prezydent. Łukaszenko nie tai, że pragnie ustabilizować gospodarkę w obliczu zapowiedzianych na jesień przyszłego roku wyborów prezydenckich.
Będą się odbywać w całkowicie odmiennej atmosferze, niejako w cieniu wydarzeń na Ukrainie. Perspektywa Majdanu w Mińsku jest dla Łukaszenki najczarniejszym ze scenariuszy.