Teoretycznie rzecz biorąc na ławie oskarżenia obok Stauss-Kahna i jego przyjaciół powinny znaleźć się także prostytutki uczestniczące w orgiach organizowanych po obu stronach Atlantyku. Nie weszła jeszcze bowiem w życie we Francji ustawa przewidująca karalność klientów, a nie prostytutek. Tym ostatnim za ostentacyjną promocję swych usług grozi nadal kara do 3750 euro.
Przyjęta już ponad rok temu ustawa w Zgromadzeniu Narodowym przewiduje grzywnę w tej samej wysokości dla klienta recydywisty, który korzysta z usług seksualnych. Za jednorazowe naruszenie prawa prawodawca żąda 1,5 tys. euro. Rzecz w tym, że ustawa została zablokowana przez Senat, który nie znalazł jeszcze czasu aby się nią zając. Dopiero teraz, w atmosferze powodzi skandalizujących doniesień z procesu Strauss- Kahna podjęto decyzję,że będzie przedmiotem obrad Senatu pod koniec marca. Szczegóły z procesu byłego szefa MFW są rzeczywiście szokujące.
Łzy z niejednych oczu wycisnąć mogą opowieści prostytutek, które zapraszano na orgie. Okazało się ,że jedna z nich o imieniu Jade, jest samotną matką wychowującą dwójkę dzieci. Jak powiedziała stacji "BMF TV" zaproszenie przyjęła tylko dlatego, że obawiała się wizyty opieki społecznej w swym mieszkaniu. Lodówka była pusta, ona bez pieniędzy a to groziło wszczęciem procedury odebrania jej dzieci. Druga z kobiet o imieniu Mounia pochodząca z Północnej Afryki, została w wieku 20 lat sprzedana przez własną rodzinę do domu publicznego. Po latach udało jej się "wyjść z zawodu" jednak powróciła do niego w chwili gdy zabrakło jej pieniędzy na adwokata w procesie o prawa rodzicielskie do własnego dziecka.
Takie opowieści nie działają na korzyść przeciwników ustawy o karaniu klientów prostytutek. Wielu z nich ,w tym liczne znane osobistości życia kulturalnego i społecznego, podpisało się pod apelem " 343 Salauds"( 343 drani ) protestującym przeciwko ingerencji w sferę " pożądania i przyjemności". Teraz milczą.
Za to w mediach prawdziwy festiwal potępienia prostytucji. - Proces udowadnia to, co zawsze mówiliśmy,że prostytucja jest złem - powtarza w mediach Claire Quidet , szefowa skupiającego 60 organizacji stowarzyszenia walczącego o przyjęcie ustawy o karalności klientów. - Koniec już z romantycznymi bzdurami, że prostytutki same decydują o swym losie - mówi Christophe Barbier, z magazynu "L''Express " przed kamerami.