26-letni Ramana Pratasiewicz został zatrzymany w niedziele w Mińsku. Władze Białorusi poderwały myśliwiec i zmusiły samolot Ryanair do zmiany kursu i lądowania w stolicy, rzekomo w związku z doniesieniami o bombie na pokładzie.

Oprócz Pratasiewicza, na pokład samolotu nie wróciła jego 23-letnia partnerka. Jak przekazała była kandydatka na prezydenta Swietłana Cichanouska, kobieta przetrzymywana jest w areszcie.

W poniedziałek wieczorem Tadeusz Giczan, redaktor naczelny kanału Nexta poinformował, że Pratasiewicz trafił do szpitala, a jego stan jest krytyczny. Giczan powoływał się na wypowiedź matki Pratasiewicza, ale doniesienia te nie zostały potwierdzone.

Dodał, że trzy dni wcześniej z białoruskim więzieniu zmarł inny więzień polityczny - Witold Aszurok. Rzekomym powodem miała być "choroba serca". "Jego rodzina ostatni raz miała z nim kontakt 30 kwietnia, choć wcześniej dostawała od niego listy co 10 dni. Funkcjonariusze służby więziennej nadal odmawiają wydania jego ciała rodzinie" - poinformował Giczan.

W rozmowie z TVN24 wiceszef polskiego MSZ Paweł Jabłoński poinformował, że do resortu dotarły sygnały o "bardzo poważnej sytuacji zdrowotnej Pratasiewicza". - Tyle na ten temat mogę w tej chwili powiedzieć - przekazał Jabłoński.

Informacje, które pojawiły się w mediach społecznościowych skomentowała rzeczniczka białoruskiego MSW. Olga Czemodanowa poinformowała, że Pratasiewicz przebywa w areszcie śledczym nr 1 Departamentu Więziennictwa MSW w Mińsku.

"Administracja nie otrzymała żadnych skarg na jego stan zdrowia" - przekazała.