Czytaj dalej już od 9,90 zł (zamiast 39 zł)
Dostęp do treści RP.PL w serwisie i aplikacji:
- codzienne wiadomości, wartościowe komentarze i opinie na serwisie
- pogłębione reportaże i publicystyka w Plusie Minusie
Prezydent Ukrainy Petro Poroszenko z żoną Maryną
Odwrotu prozachodnich reformatorów i powrotu przynajmniej we wschodniej części kraju ludzi związanych z Wiktorem Janukowyczem – tego spodziewano się w niedzielę wieczorem po wyborach lokalnych na Ukrainie.
O stanowiska burmistrzów i radnych walczyli przedstawiciele aż 130 ugrupowań. Najwięcej głosów powinni uzyskać działacze partii Petra Poroszenki Solidarność. Ale trudno tu mówić o sukcesie: prezydent cieszy się zaufaniem zaledwie 26 proc. obywateli, dwa razy mniej, niż go wybrało wiosną ubiegłego roku. Jeszcze gorsze notowania ma premier Arsenij Jaceniuk: jego partia, Front Ludowy, w ogóle zrezygnowała z wystawienia kandydatów.
Dobrego wyniku spodziewano się natomiast po Opozycyjnym Bloku, ugrupowaniu utworzonym przez działaczy dawnej Partii Regionów Janukowycza. Są po temu przynajmniej trzy przyczyny. Sytuacja gospodarcza kraju jest katastrofalna. Dochód narodowy Ukrainy, gdzie poziom życia jest czterokrotnie niższy niż w Polsce, spadnie w tym roku o kolejne kilkanaście procent. Mimo wysłania na front 85 tys. żołnierzy Poroszenko nie zdołał odbić od separatystów Donbasu, nie mówiąc o Krymie. Władze w Kijowie nie zdołały także ograniczyć wpływów oligarchów w wielu regionach kraju. I to ich kandydaci wygrali wczoraj w wielu okręgach. Opozycyjny Blok apeluje o utrzymanie neutralnego statusu Ukrainy i wynegocjowanie z Moskwą powrotu utraconych regionów.
Czytaj dalej już od 9,90 zł (zamiast 39 zł)
Dostęp do treści RP.PL w serwisie i aplikacji: