Praca czeka w kocim sanktuarium na idyllicznej greckiej wyspie Syros, z mieszkaniem, widokami na Morze Egejskie i - obecnie - 55 kocimi przyjaciółmi. Ogłoszenie o nietypowej rekrutacji cieszy się ogromnym zainteresowaniem. Na Facebooku przez tydzień udostępniono je 22 tysiące razy, a około 200 osób wysłało e-maila, wyrażającego zainteresowanie pracą, do właścicielki sanktuarium Joan Bowell.

Nie wszyscy mają jednak szansę na przyjęcie do pracy w ośrodku dla kotów. Pani Bowell, artystka, szuka kogoś w wieku powyżej 45 lat, kto nie tylko kocha koty, ale także wie, jak "złapać je w pułapkę lub poradzić sobie z dzikim lub nietowarzyskim kotem". Oznacza to, że znajomość psychologii kotów jest kluczowa w wyborze kandydata.

Wynagrodzenie za pracę marzeń (przynajmniej dla niektórych) nie zostało konkretnie określone, ale Bowell zaznacza, że jest to zajęcie w niepełnym wymiarze godzin (ok. 4 godziny dziennie), a "stawka odzwierciedla fakt, że dostajesz dom za darmo (ze wszystkimi opłatami)". Z własnych pieniędzy nie trzeba natomiast płacić za karmę czy opiekę weterynaryjną, ale trzeba mieć prawo jazdy, żeby w razie czego zabrać kota do lekarza.

Nowy pracownik poszukiwany jest z umową na przynajmniej 6 miesięcy (z miesięcznym okresem wypowiedzenia). Zwycięzca rekrutacji przejdzie najpierw dwu-czterotygodniowy test jako wolontariusz, w czasie którego pensji otrzymywać nie będzie, ale nie będzie musiał płacić za zakwaterowanie. Termin rozpoczęcia pracy to 1 listopada.

Co będzie, jeśli ktoś nie lubi kotów? Cóż, dalej może szukać innej, nietypowej pracy, np. jako tester Nutelli. Ale lepiej uważać - czasami praca marzeń nie okazuje się tak interesująca, jak można się było spodziewać. Ben Southall w 2009 roku pokonał tysiące kandydatów i wygrał "najlepszą pracę na świecie" - został opiekunem australijskiej wyspy Hamilton. - To była najlepsza praca na świecie, ale także najbardziej pracowita praca na świecie - skarżył się w zeszłym roku w "The Independent".