Od 2011 roku przeładowanie pociągów zwiększyło się o 25 procent.
Towarzyszy temu najwyższa od 17 lat liczba odwołanych, albo znacznie opóźnionych pociągów - wynika z odrębnych danych Biura ds. Dróg i Kolei.
"The Guardian" przypomina przy tym, że w środę sekretarz transportu Chris Grayling ogłosił podwyżkę cen biletów kolejowych - średnio o 3,1 procent.
Andy McDonald, sekretarz transportu w Gabinecie Cieni zwraca uwagę, że pod rządami konserwatystów "ceny biletów rosną trzy razy szybciej niż średnia płaca, co jest połączone z dezorganizacją ruchu kolejowego".
McDonald oburza się też, że rząd każe pasażerom płacić więcej mimo iż jednocześnie są oni zmuszeni do jazdy w coraz bardziej zatłoczonych pociągach.
Partia Pracy szacuje, że przy obecnym wzroście liczby pasażerów na najważniejszych trasach o 4,4 proc. rocznie, do 2022 roku pociągi na tych trasach mogą osiągnąć obłożenie na poziomie 207,9 procent.
Z danych opublikowanych przez brytyjski rząd w lipcu wynika, że już w 2017 roku najbardziej zatłoczony pociąg, jadący z Glasgow do Manchesteru, osiągnął obłożenie na poziomie 211 procent.
Sekretarz Grayling o wzrost cen biletów oskarża związki zawodowe, które grożą strajkiem i domagają się "większych podwyżek niż ktokolwiek inny". - To są te same związki, które tworzą Partię Pracy - dodaje.
Lider tej ostatniej, Jeremy Corbyn, nazwał podwyżki cen biletów kolejowych "hańbą". Zdaniem Corbyna kolej wymaga bezpośrednich inwestycji z budżetu państwa. Jak dodaje "każdy transport publiczny jest subsydiowany - w ten czy inny sposób".