Paweł M. mieszkał w domu dziecka razem z rodzeństwem. W tym roku skończył 18 lat. Był przygotowywany do samodzielnego życia, ale na początku września uciekł z ośrodka. Tydzień temu wyszło na jaw, że zginął pod kołami pociągu koło stacji Szczecin-Zdroje. Do wypadku doszło 3 września, ale dopiero teraz udało się zidentyfikować ciało. Sprawą zajęła się prokuratura.
– Wszystko wskazuje na samobójstwo, najprawdopodobniej zawód miłosny – mówi „Rz” Małgorzata Wojciechowicz, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Szczecinie. – Motorniczy opowiadał, że zobaczył osobę leżącą na torach. Zaczął hamować, ale było za późno.
Sprawa jest jednak bardziej skomplikowana, bo desperacki czyn chłopca mógł mieć także inne przyczyny. Paweł nie zostawił żadnego listu, ale zdaniem „Kuriera Szczecińskiego” w domu dziecka znaleziono jego notatki, z których mogło wynikać, że zamierza zrobić sobie coś złego. Przekazano je już policji. Inna teoria sugeruje, że Paweł M. mógł się bać dorosłego życia.
Placówka, w której mieszkał, nie cieszy się zbyt dobrą opinią. O Zielonym Dworze wiele razy pisały media. W grudniu 2007 r. samobójstwo próbowała tu popełnić 13-latka. Wychowawca znalazł ją, gdy zakładała pętlę na szyję. Ze względu na stan psychiczny trafiła do szpitala. Okazało się, że tego samego dnia została pobita przez rówieśniczki. Także w ubiegłym roku policja zatrzymała jednego z wolontariuszy, 27-letniego studenta pedagogiki, który wykorzystywał seksualnie podopiecznych.
Zielony Dwór został też wymieniony w raporcie NIK o domach dziecka, kilka dni temu opisywanym przez „Rz”. Kontrolerzy, badając lata 2006 – 2007, odkryli, że w niewielkiej placówce przebywało 99 wychowanków – trzykrotnie więcej, niż pozwalają przepisy.