Według kanadyjskiego serwisu CBC do ogłoszenia dołączone było prawdziwe zdjęcie, które sprawca ukradł z Facebooka. W tym samym serwisie jakiś dowcipniś z chorym poczuciem humoru próbował również sprzedać nieżyjącego już psa.
Policjanci, którym udało się zidentyfikować przestępcę, podkreślają, że ta sprawa powinna być nauczką dla innych osób, które nieostrożnie zamieszczają różne zdjęcia w sieci, nie dbając nawet o to, aby za pomocą ustawień prywatności ograniczyć dostępność fotografii do znajomych i przyjaciół.
– Niestety, często ludzie umieszczają w Internecie zbyt wiele informacji, które mogą prowadzić do kradzieży tożsamości – ostrzegł w rozmowie z reporterem CBC sierżant Steve Perret.
Mimo ostrzeżeń władz rodzice często nie rozumieją zagrożeń związanych z nieodpowiednim korzystaniem z serwisów społecznościowych.
Pod koniec lipca medialną burzę w Stanach Zjednoczonych wywołała sprawa Lauren Ferrari. Mieszkanka Seattle na profilu na Facebooku zamieściła zdjęcie swej pięcioletniej córeczki, udającej, że karmi piersią swoją dwuletnią siostrę. W ciągu niecałej doby Facebook uznał fotografię za niezgodną z regulaminem, usunął ją, a pani Ferrari na siedem dni zablokował dostęp do profilu.
Amerykanka jest oburzona zachowaniem przedstawicieli Facebooka i przekonuje, iż w zdjęciu nie było nic niestosownego. Po jej stronie stanęła też część internautów.
Stefanie Thomas z policji w Seattle, cytowana przez serwis KOMONews, podzieliła jednak zdanie pracowników serwisu społecznościowego, podkreślając, że choć zdjęcie nie stanowi przykładu pornografii dziecięcej, to jego publikowanie w sieci i tak jest nieodpowiedzialne, ponieważ rodzic nigdy nie jest w stanie w pełni kontrolować, co dalej będzie się działo z daną fotografią.