Przybywa osób proszących urzędy o rozłożenie spłaty mandatu na raty lub wręcz jego umorzenie – wynika z sondy „Rz” przeprowadzonej wśród urzędników z największych miast w Polsce.
Wnioski, które składają ukarani kierowcy, wskazują na to, że przycisnął ich kryzys.
– Zwykle mieszkańcy motywują prośby trudną sytuacją finansową – mówi Magdalena Jadziewicz-Kasak ze stołecznego ratusza.
Sceptycznie odnosi się do tego prof. Janusz Czapiński, socjolog. – Jeśli rośnie liczba osób karanych mandatami przez straż i policję, to automatycznie rośnie liczba tych, którzy domagają się umorzenia kary lub co najmniej rozłożenia jej na raty – mówi. – Nie ma jeszcze u nas tak głębokiego kryzysu, który by sprawiał, że obywatele błagają o umorzenie mandatu – uważa.
– Rośnie liczba mandatów, to i do nas wpływa coraz więcej próśb o ulgę – potwierdza Agata Magin-Małaczek z łódzkiego ratusza.
W ubiegłym roku tamtejsza straż miejska wystawiła prawie 48 tys. mandatów, łącznie na ponad 5 mln zł. Do miasta wpłynęło 185 wniosków o potraktowanie sprawy ulgowo (umorzenie, odroczenie płatności bądź rozłożenie jej na raty). Z jakim efektem? Np. z 37 wniosków o umorzenie urzędnicy przychylili się do siedmiu.
Lubelska straż miejska nałożyła w zeszłym roku 19,9 tys. mandatów na 2,66 mln zł. Rok wcześniej niespełna 12 tys. na 2,5 mln. – Dwa lata temu do wydziału bezpieczeństwa wpłynęły 44 wnioski o ulgowe potraktowanie osoby ukaranej mandatem, a w ubiegłym roku takich próśb już było już 86 – wylicza Beata Krzyżanowska, rzeczniczka Lublina. W 15 przypadkach urzędnicy kary umorzyli (choć w 12 dłużnik po prostu zmarł), w trzech przedłużyli termin płatności, w 45 rozłożyli na raty.
O rosnącej liczbie wniosków od zdesperowanych kierowców mówią nam też urzędnicy w Warszawie, Poznaniu, Krakowie. Choć w tych dwóch ostatnich miastach zastrzegają, że wniosków jest niewiele.
W stolicy Wielkopolski kierowcy wiedzą być może, iż nie mogą liczyć na miłosierdzie. – Wszystkie wnioski o umorzenie kary rozpatrywane są negatywnie, nie stosuje się ulg – mówi nam Paloma Aksman z poznańskiego ratusza.
Inną teorię wyjaśniającą skromną wciąż liczbę takich próśb ma Filip Szatanik z urzędu miasta Krakowa. – Na południu kraju mieszkańcy wolą zapłacić mandat, bo mają wyższe poczucie praworządności niż obywatele z innych rejonów Polski – tłumaczył.
Krakowska straż miejska w ubiegłym roku wystawiła ponad 66 tys. mandatów na ponad 7 mln zł.
Wielu ukaranych kierowców prośby o złagodzenie kary śle do straży miejskiej. Straż w żadnym mieście nie może jednak podjąć w tej sprawie decyzji. Robią to urzędnicy z ratusza. – Każdą prośbę od razu przesyłamy właśnie tam – mówi Zbigniew Leszczyński, komendant warszawskiej straży. Jego formacja wystawiła 207 tys. mandatów na blisko 30 mln zł. Najwięcej, bo niemal 150 tys., za wykroczenia w ruchu drogowym.
W stolicy, choć rzadko, urzędnicy odpuszczają kierowcom. Jak biednym trzeba być, żeby liczyć na taką decyzję?
– Każda sprawa jest inna – zastrzega Jadziewicz-Kasak ze stołecznego ratusza.
Rzecznik Łodzi Marcin Masłowski dodaje, że w takich sprawach urzędnicy uznaniowo podejmują decyzje. – Postępowania prowadzone są w taki sposób, że nie mogą budzić żadnych wątpliwości. Trzeba ustalić, czy interes dłużnika lub interes publiczny jest na tyle ważny, aby ukaranego potraktować ulgowo – podkreśla.
Jak zauważa Grzegorz Staniszewski z warszawskiej straży miejskiej, każdy ukarany kierowca zawsze w ciągu siedmiu dni od przyjęcia mandatu może poskarżyć się do sądu. – Ten stwierdzi, czy kara była zasadna, czy też nie – podkreśla Staniszewski.
Poza tym sąd nawet po nałożeniu kary grzywny sam może zgodzić się na jej umorzenie czy rozłożenie na raty.
Jak mówi Maciej Gieros z Sądu Okręgowego w Warszawie, tylko do sądu dla miasta Warszawy wpłynęły w styczniu i lutym 193 wnioski o ulgowe potraktowanie osoby ukaranej. W całym ubiegłym roku takich próśb było 1037.
Jak zostały załatwione? – Takich statystyk już nie prowadzimy – tłumaczy Maciej Gieros.