O bilansie ofiar w Bogocie  i pobliskim mieście Soacha oficjalnie poinformowały w piątek władze kraju. W nocy w stolicy Kolumbii zginęło jedenaście osób, a setki było rannych.

Mieszkańcy wyszli na ulice, gdy w sieci pojawiło się nagranie z interwencji policji wobec 46-letniego Javiera Ordoneza. Ojciec dwójki dzieci wielokrotnie był atakowany paralizatorem przez funkcjonariuszy. Na filmie skuty kajdankami Ordonez prosi policjantów, by nie używali więcej paralizatora. Mężczyzna zmarł później w szpitalu.

W piątek w Bogocie zginęło siedem osób w wieku od 17 do 27 lat. Ich bliscy przekonują, że ofiary nie brały udziału w protestach. 

W starciach zginęło ponad 200 osób i 194 policjantów. 

Funkcjonariusze twierdzą, że 46-latek został zatrzymany w związku ze spożywaniem alkoholu. Miał w ten sposób złamać przepisy wprowadzone z powodu pandemii koronawirusa.

Zabrano go na posterunek policji w zachodniej części miasta, zmarł dzień później.

Do czasu zakończenia dochodzenia, służby zawiesiły dwóch funkcjonariuszy. Kolejnych pięciu zostało zawieszonych za rzekome nadużycia w czasie protestów.