Gildiejewa dopiero po opuszczeniu granic Rosji złożyła wymówienie swojemu pracodawcy, telewizji NTV ponieważ - jak tłumaczyła w rozmowie z blogerem Ilją Warłamowem, bała się, że jeśli zwolni się z pracy przed wyjazdem z kraju, władze nie pozwolą jej przekroczyć granicy.

Dziennikarka NTV w przeszłości prowadziła flagowy program informacyjny tej stacji, "Siewodnia" ("Dziś").

NTV to trzecia najpopularniejsza stacja telewizyjna w Rosji, która należy do rosyjskiego giganta gazowego, Gazpromu, firmy ściśle powiązanej z Kremlem.

Czytaj więcej

Rosja: Prawnicy nie mają kontaktu z dziennikarką, która protestowała na antenie

W 2021 roku Gildiejewa została umieszczona na liście dziennikarzy sporządzonej przez prezydenta Władimira Putina, którym prezydent Rosji dziękował za "rozwój mediów masowych".

W 2008 roku Putin dziękował Gildiejewej za "dostarczanie informacji i aktywność w rozwoju społeczeństwa obywatelskiego Federacji Rosyjskiej".

Informacja o ucieczce Gildiejewej pojawiła się po proteście dziennikarki "Pierwszego Kanału", Mariny Owsiannikowej. Owsiannikowa, redaktorka "Pierwego Kanału" pojawiła się na antenie podczas wieczornego serwisu informacyjnego. Prezenterka stacji zapowiadała w tym czasie materiał na temat rosyjsko-białoruskiej współpracy.

Marina Owsiannikowa trzymała w ręku transparent z hasłami "Stop wojnie", "Nie wierzcie propagandzie", "Oni was okłamują". Po proteście została aresztowana. Miejsce jej obecnego pobytu jest nieznane. Kreml określił jej zachowanie mianem "chuligaństwa".