O tym, że prawnicy nie mają kontaktu z dziennikarką, pisze niezależny, rosyjski portal Meduza.

Początkowo podawano, że Owsiannikowa, zatrzymana po proteście, trafiła na komisariat w dzielnicy Ostankino - ale gdy prawnicy tam dotarli, policjanci poinformowali, że dziennikarki tam nie ma.

Czytaj więcej

Rosja: Dziennikarka państwowej stacji protestowała na wizji przeciw wojnie

Potem pojawiła się informacja, że dziennikarka jest w centrum telewizyjnym Ostankino, jednak i tam nie znaleźli jej prawnicy i obrońcy praw człowieka.

Jak dotąd nie udało się ustalić miejsca przetrzymywania Owsiannikowej.

Tymczasem brytyjski wiceminister spraw zagranicznych, James Cleverly, na antenie BBC stwierdził, że akty sprzeciwu, takie jak Owsiannikowej, są ważne i wymagają "wiele odwagi"  w "opresyjnym, autorytarnym państwie".

Cleverly przyznał, że brytyjskie władze obawiają się o bezpieczeństwo dziennikarki, po doniesieniach, że prawnicy nie mogą się z nią skontaktować.

Wiceminister podkreślił też, że protest dziennikarki jest ważny w kontekście zrozumienia przez Rosjan "co czyni się na Ukrainie w ich imieniu", gdy są oni "systematycznie oszukiwani przez Putina".

Redaktorka "Pierwego Kanału" pojawiła się na antenie podczas wieczornego serwisu informacyjnego. Prezenterka stacji zapowiadała w tym czasie materiał na temat rosyjsko-białoruskiej współpracy.

Marina Owsiannikowa trzymała w ręku transparent z hasłami "Stop wojnie", "Nie wierzcie propagandzie", "Oni was okłamują".