Wokół systemu kaucyjnego narosło sporo kontrowersji. Pojawiają się zarzuty, że część zebranego materiału jest wywożona za granicę albo spalana, że operatorzy zarabiają na nieodebranych kaucjach, a sam system nie jest potrzebny, skoro istnieje selektywna zbiórka odpadów. Jak pan odpowie na te zarzuty?
To raczej mity niż rzeczywiste zarzuty. Pojawiały się one już na etapie prac nad ustawą, towarzyszyły nam przy uruchamianiu systemu, a dziś – po siedmiu miesiącach jego funkcjonowania – wciąż powracają w debacie publicznej. Ze smutkiem obserwuję, jak coraz częściej stają się one kartą przetargową w rozgrywkach politycznych. Gospodarka obiegu zamkniętego z założenia nie powinna być projektem politycznym, jednak w kontekście zbliżających się wyborów niestety tak się stało.
Jednocześnie musimy jasno zdiagnozować, skąd te mity wypływają. Nie tworzą ich interesariusze samego systemu kaucyjnego, lecz środowiska powiązane z szeroko pojętą gospodarką komunalną. Główną osią konfliktu jest tu brak wdrożenia pełnego systemu Rozszerzonej Odpowiedzialności Producenta (ROP) i fakt, że polskie systemy gminne są od lat chronicznie niedofinansowane.
Start zbiórki kaucyjnej oznacza dla wielu podmiotów utratę najbardziej wartościowego, wysokomarżowego surowca z dotychczasowego strumienia odpadów. Niestety, zamiast domagać się systemowego rozwiązania problemu finansowania gmin poprzez ustawę o ROP, niektóre grupy wykorzystują te wymyślone tezy, by na wszelkie – czasem wręcz absurdalne – sposoby torpedować ideę i funkcjonowanie działającego już systemu kaucyjnego.
Warto zacząć od jednej podstawowej kwestii: w Polsce nie ma jednego systemu kaucyjnego. Tak jak nie ma jednej sieci telefonii komórkowej, nie ma jednego operatora. Działa sześciu operatorów systemu kaucyjnego, a ja reprezentuję jednego z nich. Mogę więc mówić o tym, za co odpowiadamy jako OK Operator Kaucyjny. Po siedmiu miesiącach działania systemu, który startował bardzo powoli, zbieramy dziś 40 procent całego wolumenu opakowań kaucyjnych w Polsce. To ponad 7 tys. ton materiału i ponad 90 procent tego surowca poddajemy recyklingowi.
Jeśli chodzi o PET, recykling odbywa się w Polsce. Mamy tu recyklerów z odpowiednimi mocami przerobowymi, a jako operator już wcześniej – jeszcze na etapie testowych zbiórek – przygotowaliśmy sobie tę część łańcucha. Surowiec trafia więc do polskich recyklerów, a później do krajowej produkcji. Inaczej wygląda sytuacja w przypadku puszki aluminiowej. Jest ona oczywiście zbierana w Polsce, ale później trafia do podmiotów, które przekazują ją do hut za granicą, bo w Polsce nie ma instalacji pozwalających w pełni przetworzyć aluminium z przeznaczeniem na nowe opakowania. Tu więc nic się nie zmieniło względem wcześniejszego modelu funkcjonowania tego rynku, czyli przy selektywnej zbiórce.
Co z zarzutem, że część opakowań jest spalana?
W systemie kaucyjnym mówimy o surowcu na tyle cennym, że nie ma mowy o spalaniu w sensie potocznym. Poziom recyklingu przekracza 90 procent. Spalaniu może podlegać jedynie bardzo niewielka część tzw. balastu, który pozostaje po sortowaniu opakowań według kolorów i rodzaju materiału. To zwykle 2–3 proc., zależnie od instalacji. Trzeba też jasno powiedzieć, że nie jest to specyfika systemu kaucyjnego lecz standardowy element procesu technologicznego. W przypadku innych strumieni odpadów udział frakcji kierowanej do przetwarzania termicznego bywa znacznie wyższy. Dlatego teza, że w systemie kaucyjnym spala się surowce, jest po prostu fałszywa.
Dużo emocji budzi też kwestia nieodebranych kaucji. Pojawia się opinia, że te pieniądze trafiają do kieszeni korporacji.
To również nieprawda. Nieodebrana kaucja nie może trafić ani do kieszeni korporacji, ani do akcjonariuszy operatora. Wynika to zarówno z ustawy, jak i ze statutu naszej spółki, która działa w formule not-for-profit. Oznacza to, że ewentualna nadwyżka nie może zostać wypłacona, lecz może być przeznaczona wyłącznie na rozwój systemu kaucyjnego. Oczywiście, wszystko to musi się bilansować. Częściowo wpływa to także na poziom opłat producenckich, a pośrednio również na koszty produktów. Natomiast dziś jest zdecydowanie za wcześnie, by mówić o jakichś wielkich kwotach z tytułu nieodebranych kaucji. Ostatecznie można to ocenić dopiero po zamknięciu roku bilansowego.
Zresztą wszystko wskazuje na to, że Polacy będą oddawać opakowania. A nawet jeśli ktoś sam nie będzie chciał tego robić, to znajdą się inni, którzy chętnie z tej kaucji skorzystają. My jako operator działamy z miesiąca na miesiąc tak, by ostatecznie zbilansować system i w maksymalnym stopniu przeznaczyć środki na jego rozwój.
Jak po tych kilku miesiącach ocenia pan funkcjonowanie systemu?
Z naszej perspektywy – bardzo dobrze. System działa tak, jak zakładaliśmy. Odpowiadamy dziś za 40 proc. zbiórki w skali kraju – w Polsce na koniec marca zebrano według danych z Ministerstwa 520 mln opakowań z czego OK Operator osiągnął prawie 200 mln. Mamy własne instalacje sortujące, dobrze zorganizowaną logistykę i niezawodny odbiór z punktów zbiórki. Pojawiały się opinie, że worki z opakowaniami zalegają w sklepach, ale w naszym przypadku tak nie jest. Punkty obsługiwane przez OK Operator Kaucyjny są odbierane terminowo, a worki trafiają bezpośrednio do sortowni. Dodatkowo rozwijamy zaplecze do zliczania zbiórki manualnej. W grupie uruchomiliśmy już trzy centra rozlokowane w Polsce, by ograniczać koszty logistyczne, a w maju otwieramy kolejne w Łodzi, które będzie prawdopodobnie największym takim centrum w kraju. Mamy też podpisane kontrakty z recyklerami, dzięki czemu zebrany surowiec rzeczywiście wraca do produkcji nowych opakowań.
Czy system wymaga dziś jakichś korekt? Jakie wyzwania widać po pierwszych miesiącach działania?
Od początku podkreślałem, że w systemie wielooperatorskim trudno będzie zadbać o pełną spójność standardów, arbitraż w sytuacjach spornych czy szybkie rozstrzyganie kwestii, których ustawa nie doprecyzowała. To do pewnego stopnia naturalne, ale są też sprawy naprawdę istotne, które powinny zostać uregulowane albo ustawowo, albo przynajmniej w drodze kompromisu między uczestnikami rynku. Dlatego uważam, że potrzebna jest instytucja parasolowa, ciało złożone z różnych interesariuszy – nie tylko producentów i operatorów, lecz także handlu oraz innych uczestników systemu. Od początku podkreślałem i apelowałem o konieczność jej utworzenia. Taka instytucja mogłaby lepiej koordynować rozwój systemu, wypracowywać standardy technologiczne dla punktów zbiórki, usprawniać logistykę, a także szybciej komunikować ustawodawcy, które przepisy wymagają doprecyzowania. To są kwestie, które – moim zdaniem – trzeba uporządkować jak najszybciej.