Batalia o podtrzymywanie życia 11-miesięcznego niemowlęcia toczy się od kilku miesięcy. Charlie Gard to jedno z niewielu dzieci na świecie z tzw. syndromem wyczerpania mitochondrialnego mtDNA).
Ta nieuleczalna genetyczna choroba powoduje obumieranie mięśni i mózgu.
Urodzony w sierpniu 2016 roku od czwartego miesiąca życia potrzebował aparatury wspomagającej oddychanie i żywienie. Już na początku 2017 roku lekarze uznali, że dziecko nie rokuje żadnych nadziei na wyzdrowienie i podjęli decyzję odłączenia niemowlęcia od przyrządów.
Decyzja ta zapada wbrew woli rodziców, którzy dzięki publicznym zbiórkom uzbierali 1,3 mln dolarów na eksperymentalną terapię w USA.
Szpital jednak, w którym leży dziecko, nie wyraził zgody na przewiezienie chłopca, podtrzymując opinię o braku szans na polepszenie jego stanu.
Rodzice Charliego Granta przed brytyjskim sądem stoczyli kilkumiesięczną walkę o pozostawienie chłopca pod aparaturą wspomagającą. Ich walkę wsparł papież Franciszek, watykański szpital zadeklarował przyjęcie dziecka i otoczenie go opieką, otrzymali również wsparcie z całego świata.
Sąd żądania rodziców odrzucił, podobnie jak Europejski Trybunał Praw Człowieka.
Wczoraj rodzice Charliego, Connie i Chris, zrezygnowali z dalszej walki o dziecko, przyjmując, że jest ono już w takim stanie, że nie pomoże mu już żadna terapia.
Dziś jednak Connie i Chris Gard raz jeszcze staną przed sądem, który ma zdecydować, czy rodzice będą mogli zabrać syna do domu i tam odłączyć go od aparatury.