Ciało Myles’a Hill’a, który uczęszczał do przedszkola w Orlando, zostało odnalezione w szkolnym vanie w poniedziałkową noc.
Tego ranka chłopiec został zabrany wraz z innymi dziećmi przez szkolnego opiekuna i miał zostać podrzucony do jednego z dwóch ośrodków edukacyjnych w okolicy. Jak poinformowała policja, jeden z pracowników szkoły wrócił do drugiego ośrodka nie zdając sobie sprawy z tego, że chłopiec był cały czas w samochodzie.
- Naszym zdaniem Myles był w gorącym vanie przez cały dzień, od 9 rano - powiedział John Mina, policjant z Orlando.
Myles znaleziony został około godziny 20:30 po tym, jak jego babcia zadzwoniła na policję i do szkoły, gdyż nie wiedziała, gdzie znajduje się jej wnuk.
Według National Weather Service, temperatura w Orlando osiągnęła tego dnia 34 stopnie Celsjusza.
Jeśli okaże się, że chłopiec zmarł w wyniku pozostania przez długi czas w rozgrzanym autobusie, pracownikowi szkoły mogą zostać postawione zarzuty.
Sekretarz Departamentu ds. Dzieci i Rodziny stanu Floryda Mike Carroll powiedział, że badanie śmierci chłopca jest w toku.
Według danych zebranych przez agencję, w trakcie ostatniego miesiąca, szkoła, do której chodził chłopiec nie prowadziła dziennika, w którym powinny znajdować się godziny odbierania i przywożenia dzieci.
Zrozpaczona ciocia chłopca podkreśla, że jest to wina jego opiekunów. - Jeśli zostawiasz z kimś dziecko, ta osoba ma obowiązek o nie dbać - zaznacza. - Jeśli do samochodu weszło sześcioro dzieci, należy upewnić się, że tyle samo dzieci z niego wyszło - dodaje.
Według strony internetowej NoHeatStroke.org, Myles jest piątym dzieckiem, które umarło w gorącym pojeździe na Florydzie w tym miesiącu i 33 w Stanach Zjednoczonych w tym roku.