Protesty odbyły się na placach w kilkudziesięciu miastach, m.in. w Rzymie i Mediolanie. Ze względu na wprowadzone przez władze restrykcje liczba uczestników - rodziców, dzieci i nauczycieli - była ograniczona.

W stolicy Włoch demonstranci mieli na sobie tzw. ośle czapki, by zwrócić uwagę na negatywny wpływ zamykania szkół na wykształcenie uczniów.

"Zróbcie wszystko, co konieczne, by otworzyć szkoły" - głosił slogan na tablicy niesionej przez dziecko w Rzymie, nawiązujący do dotyczącej uratowania euro obietnicy, jaką obecny premier Mario Draghi złożył w 2012 r. jako szef Europejskiego Banku Centralnego.

Większość szkół we Włoszech od 15 marca prowadzi edukację zdalną.

"Domagamy się, aby naszym szkołom nadany został status kluczowych placówek publicznych i aby zostały one natychmiast ponownie otworzone" - stwierdził w oświadczeniu rzymski oddział "Otwartych Szkół", organizatora protestów.

Włoski rząd twierdzi, że zamknięcie placówek edukacyjnych było konieczne ze względu na wzrost liczby zakażeń koronawirusem w populacji.