Rząd Belgii wprowadził kolejne ograniczenia praw obywatelskich, ogłaszając m.in. obowiązek pracy zdalnej przez cztery dni w tygodniu, nakaz noszenia maseczek dla osób od 10. roku życia w pomieszczeniach zamkniętych i niektórych sytuacjach na świeżym powietrzu oraz ograniczenie dotyczące zgromadzeń.
W niedzielę w Brukseli w proteście przeciw restrykcjom wyszły dziesiątki tysięcy ludzi. "Potępiamy środki ograniczające wolność, które, jak wynika z ostatnich kilkunastu miesięcy, nie stanowią systemowego rozwiązania dla sytuacji w służbie zdrowia" - napisali w oświadczeniu organizatorzy protestu, który odbywał się pod hasłem "Razem dla wolności". "Chcemy z nadzieją patrzeć w przyszłość po czasach chaosu, w których się znajdujemy" - dodali.
"Wolność to prawo człowieka, a nie wynik szantażu" - głosił transparent niesiony przez parę uczestniczek demonstracji w Brukseli.
Według policji, w demonstracji wzięło udział 35 tys. osób. Wśród uczestników były osoby w różnym wieku, w tym emeryci oraz rodziny z dziećmi.
Początkowo protest miał charakter pokojowy. Doniesienia mówiły o używaniu rac i petard i braku aktów przemocy.
Czytaj więcej
Protest przeciw ograniczeniom wprowadzanym przez władze w związku z koronawirusem zamienił się w Rotterdamie w zamieszki. Policjanci użyli broni, s...
Później część demonstrantów zboczyła z wyznaczonej trasy i została odepchnięta przez policję, która użyła armatek wodnych i gazu łzawiącego. W stronę funkcjonariuszy rzucano przedmiotami, w tym butelkami, podpalano też kosze na śmieci i wybijano szyby. Uszkodzone zostały dwa radiowozy. Policja podała, że kilku funkcjonariuszy odniosło obrażenia. Według lokalnych mediów, zatrzymano ok. 40 uczestników zamieszek.
W ostatnim czasie protesty przeciw ograniczaniu praw obywatelskich w związku z koronawirusem odbyły się także w innych miastach Europy, m.in. w Rotterdamie, Hadze i w Wiedniu. W Holandii protesty zamieniły się w zamieszki, policja zatrzymała kilkadziesiąt osób.